6 stycznia 2017

WiZ Część I: Rozdział 8(2)

Komendant przybył do departamentu od razu po otrzymaniu zawiadomienia o pojawieniu się auta Muñeza. Jego zdaniem porucznicy dobrze zrobili, udając się w pościg za podejrzanym. Uważał, że jeśli ktoś decyduje się na pracę w policji, a tym bardziej w wydziale kryminalnym, to w takich sytuacjach zawsze powinien podejmować ryzyko.
Gdy wszedł do gabinetu poruczników, Catherina od razu podniosła się z fotela i spojrzała na niego wyczekująco. Do departamentu przyjechała kilkanaście minut wcześniej, mając nadzieję, że tutaj szybciej dotrą do niej najnowsze informacje związane z pościgiem i  przede wszystkim — z Colinem. 
— Wiadomo coś? — zapytała nerwowym tonem.
Komendant pokręcił przecząco głową, po czym przysiadł na biurku Bonneta. Widząc to, Morgan bezsilnie opadła na fotel i przymknęła oczy. 
— Powinnaś wziąć coś na uspokojenie, kiepsko wyglądasz — stwierdził Martinez. — A najlepiej idź już do domu. 
— Jeszcze nie teraz.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem. 
— Spokojnie, wróci tu w całości. Nie rozwaliłby swojego ukochanego Dodge’a. Poza tym to Colin-Pieprzony-Farciarz, a takim jak on zawsze się udaje. 
Potem wstał i skierował się do wyjścia. 
— Jutro, a w zasadzie już dzisiaj, daję wam wolne. Odpocznijcie, odreagujcie, bo pojutrze chcę was widzieć w pełni sił. A teraz do domu, Morgan. Nic tu po tobie.
Choć jego słowa nie brzmiały jak typowe pocieszenie, kobieta poczuła się trochę lepiej. Colin rzeczywiście miał w życiu niesamowite szczęście i Catia wierzyła, że tym razem też tak będzie. Nie chciała nawet myśleć, co zrobi, jeśli coś mu się stanie. 

*

Stanął na poboczu i z impetem uderzył rękami o kierownicę. Nie wiedział dokładnie, gdzie się znajdował, ale podejrzewał, że grubo ponad czterdzieści mil od departamentu. 
Był na siebie wściekły. Tysiące dolarów, które włożył w ulepszanie Chargera, nie wystarczyły, by mógł równać się z mocą tamtego Camaro. Choć ze wszystkich sił starał się dopaść samochód Jose Muñeza, nie zdołał tego zrobić. 
Colin był przekonany, że cała ta akcja miała jedynie pokazać, że nawet jeśli sprawcy sami podjadą na policyjny parking, to śledczy i tak nie będą potrafili nic z tym faktem zrobić. Bonnet nie zdołał ich powstrzymać, przez co czuł się kompletnie przegrany. Znowu pozwolił odejść komuś, kto posiadał ważne informacje w sprawie Forest Hill. Dał się sprowokować, a potem zagrał dokładnie tak, jak chciał tego kierowca Chevroleta. Nie zrobił nic ponad to, co zostało mu z góry narzucone. Miał wrażenie, że gra jakąś podrzędną rolę w teatrzyku kukiełkowym i nawet nie wie, kto stara się nim sterować.
Nagły dźwięk telefonu wyrwał go z zadumy. Do tej pory nie myślał nawet nad tym, by oddzwonić do Catii albo powiadomić dyżurnego o końcu pościgu. Potrzebował chwili na opanowanie emocji i przemyślenie sytuacji, w której się znalazł. Teraz chwycił telefon i odczytał wiadomość. Potem zrobił to drugi raz i kolejny. Błądził oczami po tekście, jakby w ogóle go nie rozumiał. 

Od: numer nieznany
Jesteś dobry, ale nie aż tak.
Masz wybór. 

Po chwili dostał kolejną wiadomość, tym razem z załącznikiem graficznym. Nie odczytał jej od razu. Bał się, że to, co zobaczy, zdoła w jakimś stopniu na niego wpłynąć. Miał rację, bo gdy przez jego oczami pojawiło się zdjęcie osoby, którą doskonale znał, poczuł, że jego oddech staje się coraz szybszy, a ciało — mokre od potu. 
— Sukinsyny!! — wrzasnął na całe gardło, ale nikt nie był w stanie go tam usłyszeć.
Wtedy zrozumiał, do czego to wszystko zmierza. 

*

Widząc na ekranie telefonu imię Colin, Catherina od razu chwyciła urządzenie do ręki i starała się wcisnąć zieloną słuchawkę. Palce drżały jej tak bardzo, że z trudem trafiła w odpowiednie miejsce. 
— Zgubiłem ich — wyznał na wstępie porucznik.
— Pieprzyć to! Czemu nie dawałeś znaku życia?! Wiesz, co ja tu przeżywałam?! — wrzasnęła. — Myślałam, że coś ci się stało! 
Momentalnie poczuła, jak ulatują z niej cały stres, emocje i adrenalina. Wszystkie złe przeczucia okazały się tylko przeczuciami, a to sprawiło, że miała ochotę płakać i śmiać się jednocześnie. 
— Spokojnie, maleńka, nic mi nie jest — powiedział Colin.
— Ale mógłbyś chociaż łączyć się z dyżurnym!
— Wiem, dlatego przepraszam. Nie pomyślałem, że możesz się tak martwić. Wszystko okej?
— Tak, u mnie tak. A u ciebie?
Przez moment nie odpowiadał, a potem rzucił jedynie krótkie w porządku
Catherina czuła, że nie mówił jej całej prawdy, ale była zbyt zmęczona, by teraz tego dociekać. Najważniejsze, że Colin żył i nic mu się nie stało, resztę mogła odłożyć na jutro.
— Co z tą kobietą? — zainteresował się porucznik. 
— Jest operowana, na razie nic nie wiemy. Trzeba czekać. Cooper powiadomił jej męża. 
— Dobra, Catia, ja jadę do domu — westchnął. — A ty gdzie jesteś? 
— Jeszcze w departamencie. 
— Przyjechać po ciebie? — zaproponował.
Kobieta uśmiechnęła się sama do siebie. Nie mogła uwierzyć, że nawet w takiej sytuacji przyjaciel myślał przede wszystkim o niej. 
— Nie, zamówię taksówkę. Leć spać i odpocznij. Należy nam się to.
— Okej, ale uważaj na siebie — poprosił. — Do jutra.
— Colin! — zatrzymała go, nim się rozłączył. — To ty na siebie uważaj! Poza tym...
— Tak? 
— Dorwiemy ich. Jeśli nie dziś, to innym razem. Nie martw się.
— Na pewno — odparł szybko, choć teraz wcale nie był co do tego przekonany.

*

Gdy stanęła przed drzwiami swojego mieszkania, wcale nie czuła ulgi związanej z zakończeniem pracy. Była zmęczona, ociężała i zniechęcona do wszystkiego. Mimowolnie już po raz tysięczny analizowała w głowie przebieg dzisiejszego dnia, a to tylko wzmagało jej podły nastrój. Miała ochotę rzucić się na łóżko i od razu zasnąć. Czuła, że jeśli jeszcze przez minutę będzie myśleć o sprawie Forest Hill i pościgu, to zwariuje. Po prostu zwariuje. 
Jednak nawet teraz nie było jej dane odetchnąć po męczącym dniu. Kręcąc kluczem w zamku, zauważyła, że drzwi wcale nie były zamknięte. Szybko przeanalizowała przebieg dzisiejszego poranka. Pamiętała, że na pewno przekręcała klucz, wychodząc do pracy. W pierwszej chwili pomyślała, że może to sprawka Jake’a, ale szybko wyprowadziła się z błędu — w jednym z SMS-ów napisał, że wraca dopiero za dwa dni.
Przez moment nie wiedziała, co robić. Potem wyjęła broń, odbezpieczyła i weszła do środka. Nie miała dobrych przeczuć, ale nie był to wystarczająco dobry powód do wezwania policyjnego wsparcia. 
Morgan, nie popadaj w paranoję — pomyślała.
Po mieszkaniu przesuwała się ostrożnie i prawie bezszelestnie. Doskonale znała rozmieszczenie pomieszczeń i mebli, co znacznie ułatwiało jej zadanie. Wiedziała, gdzie mógłby skryć się ewentualny napastnik, a także na co nie warto zwracać uwagi.
Z każdej strony otaczała ją cisza, ale mocny cytrusowy zapach zdradzał obecność nieproszonego gościa. Catherina nie używała tego typu perfum ani odświeżaczy powietrza, dlatego od razu zorientowała się, że ktoś tutaj był. Najbliżej wejścia znajdował się salon, więc to tam skierowała się w pierwszej kolejności. Przesuwając się wolno wzdłuż ściany, zaczęła coraz wyraźniej dostrzegać niewielkie światełko, które z niego biło. Im bliżej futryny podchodziła, tym jej strach wzrastał i to do kolosalnych rozmiarów. Wiedziała, że cena za ciekawość mogła być naprawdę wysoka. 
W końcu mocniej ścisnęła broń i szybkim ruchem wskoczyła do salonu. To, co zobaczyła, wprawiło ją w osłupienie. Nie spodziewała się, że źródłem światła w pomieszczeniu będą świece ustawione na stoliku w pozłacanych świecznikach. Obok nich leżały dwa talerze, dwie pary sztućców, a w wazonie stał niewielki bukiet róż. W małym wiaderku z lodem chłodził się szampan, a całość kompozycji została przystrojona czerwonymi, kwiatowymi płatkami. Catia zdołała dostrzec jeszcze czerwone, prostokątne pudełeczko z kokardką, które leżało na jednym z talerzy, i Jacoba śpiącego na kanapie. Przez dłuższą chwilę patrzyła na to wszystko z przejęciem i dopiero po czasie zorientowała się, że nadal trzyma w ręce broń.
Oparła się o ścianę i z trudem łapała powietrze. Czuła, że powinna podejść do Jacoba, podziękować za cudowną niespodziankę i spędzić resztę nocy w jego towarzystwie. Zasługiwał na to, ale Catherina nie miała siły, by podołać temu zadaniu. 
Wyszła z pokoju i zamknęła się w łazience. Drżała, choć siedziała koło gorącego grzejnika. Jeszcze raz przemyślała, czy obudzić Jacoba, ale szybko doszła do wniosku, że nie. Nie potrafiłaby udawać, że ma świetny humor, a ta romantyczna kolacja jest właśnie tym, czego najbardziej potrzebowała. Miała tylko nadzieję, że narzeczony się nie obudzi, bo nie wiedziałaby, co mu w takiej sytuacji powiedzieć. 
Poszła do kuchni, wyciągnęła z szafki wino i szybko je otworzyła. Potem znowu zamknęła się w łazience, nalała wodę do wanny, po czym zanurzyła się w niej aż po szyję. Zaczęła rozważać wszystko, co wydarzyło się tego dnia. Wiedziała, że gdyby Colin choć raz źle skręcił kierownicą albo jakiś nieświadomy kierowca wjechał na skrzyżowanie równocześnie z nimi, to nie byłoby jej teraz tutaj. Mogło stać się dosłownie wszystko i takie myśli sprawiały, że kobieta nie umiała poradzić sobie z emocjami. Nie po raz pierwszy uczestniczyła w pościgu, ale nigdy do tej pory nie odnosiła wrażenia, że był od początku do końca ustawiony. Czuła, że w jej życiu zaczyna dziać się coś złego, a sprawa Forest Hill ma o wiele głębsze dno, niż do tej pory sądzili. 
Wypiła wino, spuściła wodę i dopiero wtedy wróciła do salonu. Położyła się na kanapie koło Jacoba, objęła go delikatnie i od razu zasnęła. 

*

Gdy obudziła się rano, narzeczonego przy niej nie było. Rozejrzała się dookoła i zauważyła, że na stoliku nie stały już kwiaty i szampan, a to, co zawsze — doniczka z oleandrem i półmisek z owocami. To wystarczyło, by uświadomić Catherinie, że Jacob jest wściekły. 
Przeklęła pod nosem, po czym pośpiesznie wstała z kanapy. Zajrzała do kuchni, ale ta okazała się pusta, więc poszła do sypialni. Mężczyzna leżał na łóżku i czytał książkę. Nie zwrócił na narzeczoną żadnej uwagi. 
— Hej... — rzuciła cicho.
Potem usiadła na skraju łóżka, ale Jacob nadal nie podniósł głowy.
— Hej — burknął tylko pod nosem. 
— Dlaczego nie powiedziałeś, że wracasz wcześniej?
— Chyba widziałaś, dlaczego.
Catia wypuściła głośno powietrze, czując, że tym razem naprawdę przesadziła i załagodzenie sytuacji wcale nie będzie proste. Starała się postawić na miejscu Jake’a i zrozumieć, jak szczęśliwy musiał się czuć, gdy przygotowywał dla niej niespodziankę i jaki był rozżalony, gdy potem zasypiał sam. 
— Przepraszam. Wróciłam późno i nie chciałam cię budzić...
— Proszę cię, skończ. Powiedz mi tylko, masz kogoś?
— Co!? — prawie wrzasnęła. — Oszalałeś?
— Po prostu odpowiedz. Tylko szczerze. 
— Nikogo nie mam! Skąd to pytanie w ogóle? — oburzyła się. 
Jacob już od pewnego czasu odnosił wrażenie, że on i Catherina coraz bardziej się od siebie oddalają. Ciągle pracowali, przez co rzadko kiedy spędzali czas wspólnie. Miał nadzieję, że lekarstwem na taki stan rzeczy będzie jego wyjazd — że gdy wreszcie poczują, co to znaczy żyć bez siebie tak na co dzień, to zaczną bardziej cenić czas, który przyjdzie im spędzać razem. Chciał pokazać narzeczonej, że nadal pragnie ją rozpieszczać i walczyć o ich związek. Jednak gdy obudził się rano i zobaczył nietkniętą kolację, nieotwartego szampana i nieruszone pudełeczko z prezentem — stracił zapał do zmian.
— Całymi dniami cię nie ma, przez dwa tygodnie pisałaś mi zaledwie dwie wiadomości dziennie. Wróciłem do domu, czekałem na ciebie do drugiej w nocy i się nie doczekałem. No to co ja mam myśleć?! — uniósł głos.
— Miałam naprawdę ciężki dzień i mnóstwo pracy. Gdybym wiedziała, że przyjedziesz, to na pewno przyszłabym wcześniej — kłamała. — Wiem, że było ci przykro i przepraszam za to. Ale gdy wróciłam, to nie miałam już siły, by spędzić ten wieczór tak jak należy…
Przysunęła się do Jacoba i chciała położyć mu dłoń na ramieniu, ale odsunął się.
— Ciągle praca — przerwał. — Ja też dużo pracuję, ale nie poświęcam temu całego swojego czasu! A ty wychodzisz rano i nigdy nie wiadomo, kiedy wrócisz. Zaczyna mnie to męczyć, wiesz? Nie mam żadnej pewności, że nie przełożysz nagle wspólnych planów, że przyjdziesz na umówione spotkanie albo zrobisz to, o co cię proszę. Praca ma być dodatkiem do życia, a dla ciebie jest całym życiem. Jak długo mam to tolerować?
Catherina wiedziała, że wystawiała cierpliwość Jacoba na ciągłą próbę, ale sądziła, że skoro do tej pory nie zgłaszał sprzeciwu, to znaczy, że nie czuł się z tym źle. Teraz zrozumiała, że się myliła. 
— No to co ja mam zrobić? — zapytała. — Uprzedzałam cię, że tak będzie! Jak jest trup, to muszę rzucić wszystko i iść. Nie mogę powiedzieć, że nie przyjadę! Na tym polega moja praca!
— Ja to rozumiem! A przynajmniej staram się zrozumieć. Ale jak nie musisz jechać, to też jedziesz. Nie umiesz wyłączyć telefonu na urlopie albo w dzień wolny. Robisz więcej, niż musisz, i to mnie denerwuje! Chcesz mi powiedzieć, że ktoś wymagał od ciebie, żebyś siedziała wczoraj w pracy do drugiej w nocy? — zapytał z kpiną.
— To była inna sytuacja. Poza tym nie miałam pojęcia, że przyjedziesz, więc nie porównuj tego. Wiem, że nie jestem idealną partnerką, ale...
— Nie oczekuję, że będziesz idealna — przerwał. — Chcę tylko, żebyś była moja. 
Catherina spuściła głowę, czując, że wybił ją tymi słowami z rytmu. Zapomniała, co chciała powiedzieć. 
— Jestem twoja — odparła. — Ale musisz mi na bieżąco mówić o tym, co ci we mnie nie pasuje. Nie chowaj w sobie takich spraw — poprosiła. — Jak coś jest nie w porządku, to po prostu mi o tym mów, a ja będę się starać coś z tym zrobić… A za wczorajszy wieczór przepraszam. I uwierz, że ja też żałuję, że nic z tego nie wyszło.
Jacob przez chwilę patrzył w przeciwną stronę, po czym westchnął głośno i spojrzał na narzeczoną. Nie czuł już potrzeby, by dalej się złościć. Miał nadzieję, że Catia naprawdę przemyśli jego słowa i zmieni coś w swoim zachowaniu. Temat nieudanej niespodzianki zamierzał zrzucić na barki pecha i nieświadomości.
— Kochasz mnie, Jake? — Usłyszał nagle, co od razu wyrwało go z zamyślenia.
— Jak możesz o to pytać?
— Chcę to po prostu usłyszeć.
— Oczywiście, że cię kocham!
Wypowiedział te słowa z taką czułością, że Catherina nie zamierzała dłużej utrzymywać dystansu. Przybliżyła się do narzeczonego i mocno go objęła. 
— Tęskniłam za tobą... — wyszeptała.
Potem poczuła, że mężczyzna ściska ją mocniej i wsuwa dłoń w jej włosy. 
— Też za tobą tęskniłem... — odpowiedział. — I masz szczęście, że nie umiem się na ciebie długo gniewać.



No to teraz naprawdę zbliżamy się już do końca :D

Wielkie dzięki Frix Katja

2 komentarze:

  1. Szkoda, że pościg zakończył się fiaskiem. Gdyby Colinowi udało się ich dogonić, może wtedy dowiedzieli by się więcej niż wiedzą do tej pory. I kogo zdjęcie przesłali detektywowi?

    W końcu coś się dzieje w związku Catheriny. Jej narzeczony pokazał, że jednak jej mocne zaangażowanie w pracę, niszczy ich związek.

    Ciekawi mnie co będzie dalej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!