6 stycznia 2017

WiZ Część I: Rozdział 2(1)

2


Pokój czterysta trzynaście był w departamencie jednym z wielu miejsc przeznaczonych do swobodnego rozmawiania ze świadkami. Na środku stały dwie skórzane kanapy, a między nimi niewielki stolik. Pod ścianą znajdowało się biurko z laptopem oraz etażerka z czajnikiem elektrycznym, szklankami i pojemnikami na kawę bądź herbatę. Pomieszczenie utrzymane było w jasnych, ciepłych barwach, wypełnione kwiatami, co miało rozluźniać świadków i wpływać na przyjemną atmosferę między nimi a śledczymi. Wszystko po to, by z większą otwartością opowiadali o tym, co wiedzą.
Gdy Morgan i Bonnet weszli do pomieszczenia, gosposia ofiary siedziała już na kanapie, oczekując ich przybycia. 
Była to około pięćdziesięcioletnia kobieta z niewielką nadwagą. Miała krótkie blond włosy, przeciętne rysy twarzy i schludny strój. Należała do tego typu kobiet, które, idąc w tłumie, w ogóle się z niego nie wyróżniają. Wyglądała zwyczajnie i tego dnia z całą pewnością była zdenerwowana.
Widząc poruczników, od razu wstała.
— Dzień dobry — przywitała się drżącym głosem.
— Dzień dobry — odpowiedzieli równocześnie. 
Potem Catherina usiadła na jednej kanapie, gosposia na drugiej — stojącej naprzeciwko — a Colin na blacie biurka z rękami założonymi na piersi.
— Co chciała nam pani powiedzieć? — zapytała Catherina serdecznym tonem.
— Mówili państwo… że mam zadzwonić, gdy coś sobie przypomnę. I przypomniałam sobie, że we wtorek, czyli dzień przed tą okropną tragedią, widziałam przed domem jakiś cień.
— Cień? — zapytał z powątpiewaniem Colin. 
Choć starał się zabrzmieć neutralnie, Catherina znała go na tyle dobrze, by wiedzieć, że uważał słowa gosposi za pierdołę. 
— Tak! — potwierdziła Annie z entuzjazmem. — Sprzątałam wieczorem salon, za oknem było już ciemno, ale gdy przypadkiem w nie spojrzałam, to coś mi przemknęło... — Przesunęła ręką przed swoimi oczami, chcąc jakoś zademonstrować tę sytuację śledczym. — Wystraszyłam się, no bo to było dość dziwne, ale podeszłam do okna. Przylgnęłam, przekrzywiłam się, wiecie państwo, tak, żeby zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz, ale bez otwierania okna. I zobaczyłam, jak ktoś uciekał. Nie jestem pewna tak na sto procent, ale wydaje mi się, że to był mężczyzna.
Colin spuścił lekko głowę i przymknął oczy. Annie nie zwróciła na to uwagi, ale Catherina doskonale odczytała jego reakcję brzmiącą mniej więcej: ale pierdolenie.... 
— Poznała pani tę osobę? — zapytała podchwytliwie Morgan. 
Doskonale słyszała, że Annie nie była nawet pewna, czy widziała mężczyznę, czy kobietę, ale mimo to wolała dopytać o szczegóły i zobaczyć reakcję świadka.
— Niestety nie… 
— Skoro było ciemno, to czemu pani przypuszcza, że to był mężczyzna? — wtrącił Bonnet.
Annie wyglądała na zmieszaną. Bawiła się palcami i przerzucała niespokojnie wzrok z Colina na Catherinę. 
— Mówiłam już… pewności nie mam. Ale ta postać miała czapkę z daszkiem, ciemną bluzę i długie spodnie. I sylwetkę jakąś taką męską...Wie pan, to nie jest tak, że tam było zupełnie ciemno. Wokół domu, na chodnikach i ogrodzeniu są światła i przez okno można całkiem sporo zobaczyć, jeśli się człowiek dobrze przypatrzy.
— Czy to wszystko, co chciała nam pani powiedzieć? — kontynuował porucznik.
Annie westchnęła ciężko. 
— Ja wiem, że to może być nic nieważne… — powiedziała, wyraźnie zasępiona. — Ale pomyślałam, że skoro coś takiego zobaczyłam, to warto to państwu przekazać…
— Bardzo dobrze pani zrobiła — stwierdziła od razu Catherina. — Na pewno sprawdzimy ten trop. 
Potem uśmiechnęła się pokrzepiająco do świadka, po czym obie kobiety wstały z kanapy. Annie chciała już wyjść z pomieszczenia, kiedy Colin niespodziewanie zapytał:
— A tak przy okazji… Co robiła pani w dniu zabójstwa o godzinie dziesiątej?
— Przecież już państwo pytali... byłam w domu…
— A czy ktoś może to potwierdzić? — kontynuował porucznik.
Gosposia znowu wyglądała na przestraszoną.
— N-nie… chyba nie. Mieszkam sama, więc kto miałby mnie widzieć? Czy pan mnie o coś oskarża?
— Proszę się nie martwić — uspokajała Catherina. — To rutynowe pytanie, musimy je zadać wszystkim znajomym ofiary. O nic pani nie podejrzewamy.
Kobieta pokręciła jedynie głową, bo to zapewnienie wcale jej nie uspokoiło. 
Catia odprowadziła Annie do wyjścia, po czym wróciła do gabinetu. Colin siedział już przy biurku i wyraźnie nad czymś dumał. Morgan stanęła przed nim z rękami opartymi na biodrach i powiedziała:
— No to mów, o co chodzi?
— Nie wierzę w to. Chyba wyrosłem już z bajek o duchach — stwierdził bez ogródek. 
— Nie duchach tylko cieniu. Znowu nie przykładasz się do śledztwa! — zażartowała Catherina. — Zresztą, później o tym pogadamy. Teraz czas na lunch. Idziesz? 
— Tam gdzie zawsze? Knajpa na rogu, stolik z prawej i zestaw sushi dla dwojga?
— Nie inaczej.
— To idę. Chyba zgłodniałem — odpowiedział z szerokim uśmiechem, po czym bardzo szybko wstał z fotela i zarzucił na ramiona kurtkę.
Gdy Catherina również była gotowa do wyjścia, przepuścił ją w drzwiach. Nie miało to wiele wspólnego z kulturą czy dobrym wychowaniem. Chciał po prostu przez chwilę bezkarnie popatrzeć na jej tyłek.

 *

Na zegarach wybiła siódma wieczorem, kiedy porucznik Morgan wstawiała w czajniku wodę na kolejną kawę. Potem wyszła na moment do łazienki, a gdy wróciła, zastała widok, który nie był dla niej żadną nowością — Colin spał jak zabity z głową opartą o obrotowy fotel. 
Nie potrafiła ukryć uśmiechu. Wiedziała, że Bonnet potrafi usnąć praktycznie wszędzie i o każdej godzinie, tym bardziej jeśli całą poprzednią noc spędził w klubie.
Zalała dwa kubki z kawą i jeden z nich położyła na biurku mężczyzny. Potem usiadła na swoim fotelu, głośno zawołała poruczniku Bonnet! i z rozbawieniem patrzyła, jak przestraszony Colin zerwał się z miejsca z takim rozmachem, że zrzucił wszystkie papiery, na których przed chwilą trzymał nogi. To sprawiło, że Catherina zaniosła się jeszcze większym śmiechem.
— Takie to zabawne? — bąknął. — Myślałem, że to Martinez!
— I bardzo dobrze! Może to cię nauczy, że papiery trzeba wypełniać i chować na miejsce!
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko machnął ręką, po czym zmierzwił nią swoje krótkie, ciemne włosy. Uważał, że to zastąpi uczesanie grzebieniem.
— Co tam tworzysz? — zmienił temat.
— Odwalam za ciebie całą czarną robotę — rzuciła z wyrzutem, ale Colin nie wyglądał na przejętego. — I zrobiłam kawę, ale zdążyła już wystygnąć. 
Wskazała palcem na kubek, po czym wróciła do pisania raportów.
— No! W takim razie może wybaczę ci tę akcję z pobudką. Ale tylko może. — Pośpiesznie chwycił naczynie w dłonie. — Pycha!
— Przecież to już jest zimne…
— Czyli najlepsze.
Wypił kilka łyków i odłożył kubek na miejsce.
 — Pójdę się odświeżyć i zaraz wracam — powiadomił partnerkę, po czym wyszedł z pomieszczenia.
 W takich chwilach był niezmiernie wdzięczny osobom, które zdecydowały się na zamontowanie kabin prysznicowych w departamencie. Zimna woda pozwoliła mu stanąć na nogi i oprzytomnieć po przebytej drzemce. Do gabinetu wrócił po kilku minutach — w samych spodniach, z gołym torsem i mokrym ręcznikiem zawieszonym na ramieniu. Wiedział, że o tej godzinie na piętrze prawie nikt już nie przebywał, a dla Morgan takie widoki nie były niczym dziwnym. W końcu od zawsze dużą przyjemność sprawiało jej oglądanie wysportowanych, męskich ciał. A on zdecydowanie miał się czym chwalić. Dużo ćwiczył, starał się jeść zdrowo i w miarę regularnie, tylko alkoholu nie potrafił i nie chciał ograniczyć. To jednak nie przeszkodziło mu w zbudowaniu wspaniałej sylwetki. 
— Lećmy już, co? — powiedział, siadając na blacie biurka Catii i uważnie się jej przyglądając.
 Dopiero wtedy kobieta spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że od dawna powinna być w domu. Zaklęła pod nosem i pośpiesznie wstała z fotela. Potem równie szybko podeszła do szafy, z której wyjęła swoją ukochaną czarną kurtkę ze skóry syntetycznej — nigdy naturalnej.
— Odwieźć cię? — zapytał Colin, również zbierając się do wyjścia.
— A mógłbyś?
— Głupie pytanie.
Kobieta uśmiechnęła się z wdzięcznością, zgasiła lampkę na swoim biurku i razem z przyjacielem opuściła gabinet. Zjechali windą na podziemny parking, na którym bez problemów znaleźli samochód Colina. 
Gdy tylko Morgan spojrzała na czarnego Dodge’a, od razu przypomniała sobie o rozmowie, którą przeprowadziła z Bonnetem kilka dni temu. Poczuła nagłą potrzebę, by wznowić temat. Nie było jej łatwo, ale nie chciała, by ta niezałatwiona sprawa wciąż się za nimi ciągnęła.
Colin uruchomił silnik i wyjechał z parkingu, a wtedy Catia zaczęła mówić. 
— Jeśli chodzi o twoją prośbę... myślę, że dam radę ci pomóc. Na razie tylko częściowo, ale lepsze to niż nic.
Bonnet pokręcił głową. 
— Zapomnij, to już nieważne. 
Catherina poczuła, że serce zaraz wyskoczy jej z klatki piersiowej. Bała się, co tym razem wykombinował Bonnet. 
— Jak to nieważne? Jakim cudem uzbierałeś tak szybko taką kwotę?
— Wziąłem kredyt.
Kobieta wcale nie odetchnęła z ulgą. Wiedziała, że Bonnet posiadał zdumiewającą zdolność do szastania pieniędzmi i wydawania nawet tych, których nie miał. Chociaż utrzymywał tylko jedną osobę — siebie — nie potrafił nic zaoszczędzić. Stawiał w klubach mnóstwo drinków dziewczynom, które mu się podobały, wciąż ulepszał coś w Dodge’u albo kupował wyposażenie do swojego domowego barku z alkoholami. Nie miał problemów z wydaniem stu, dwustu czy nawet czterystu dolarów na butelkę whisky, o ile wiedział, że cena idzie w parze z jakością. 
Jego zainteresowania i przyjemności wymagały bezustannych nakładów gotówki, więc Colin ją dostarczał. W krytycznych sytuacjach chodził nawet do kasyn. Czasem coś wygrał, ale najczęściej po prostu powiększał swoje długi. Nigdy jednak nie znajdował się w aż tak złej sytuacji, by prosić o pomoc Catherinę. Był na to zbyt dumny. Pierwszy taki przypadek miał miejsce kilka dni temu i od tego czasu Morgan bez przerwy myślała nad tym, co powinna zrobić. Jedyne oszczędności, które posiadała, musiała przeznaczyć na wesele. A jej narzeczony wcale nie był chętny, by ot tak oddać wspólną gotówkę osobie, która mogła w każdej chwili przegrać ją w pokera. 
— Colin… jak długo zamierzasz to ciągnąć? — zapytała z troską Catia. — Wpadasz z jednych długów w drugie. Przecież tak nie można!
— Spokojnie. — Zbył ją uśmiechem. — W następnym miesiącu się odkuję. 
— Mówisz to co miesiąc — rzuciła zimnym tonem i utkwiła wzrok w szybie. — Zachowujesz się, jakbyś naprawdę nie widział w tej sytuacji nic poważnego. Martwię się o ciebie. 
— Wiem — odpowiedział szybko. — Bo jesteś świetną przyjaciółką, ale możesz wyluzować. Poradzę sobie. I przepraszam, że poprosiłem cię wtedy o pożyczkę… To było głupie.
— No coś ty — przerwała mu. — Od tego są przyjaciele. Pożyczyłabym ci, ale to też pieniądze Jacoba i nie mogłam podjąć żadnej decyzji bez konsultacji...
— Nie tłumacz się, ja to doskonale rozumiem. Zresztą, możemy o tym zapomnieć? — zapytał, chcąc jak najszybciej zakończyć wstydliwy temat.
Catherina kiwnęła głową na znak zgody, a Colin odetchnął z ulgą. Gdy z radia zagrała jedna z jego ulubionych piosenek, bez oporów zaczął ją śpiewać.
Porucznik Morgan uśmiechnęła się pod nosem. Mimo kilkuletniej znajomości z Bonnetem, nadal nie potrafiła przywyknąć do tego, jak bardzo fałszował. 

*

 Gdy Catia otworzyła oczy, jej narzeczony jeszcze spał. By nie przerywać mu odpoczynku, cicho wypełzła spod kołdry i na paluszkach wyszła do łazienki. Wykonała poranną toaletę i przebrała się w świeże ubranie.
Pijąc kawę i jedząc owsiankę, usłyszała skrzypnięcie, a następnie odgłos bosych stóp stąpających po panelach. Zaraz potem w progu pomieszczenia pojawił się Jacob.
— Wyspany? — zapytała Catherina, z uśmiechem obserwując ukochanego zza kuchennej wyspy.
Miał na sobie jedynie bokserki, a ciemne, sięgające do ramion włosy opadły mu na twarz. Był jednak zbyt zaspany, by odrzucić je na bok. Doczłapał do narzeczonej, pocałował ją krótko na powitanie, po czym włączył w czajniku wodę na kawę. Wyglądał, jakby szedł na ścięcie.
— Nie bardzo — odpowiedział niemrawo.
Catia z trudem zdusiła śmiech. Nadal nie mogła przyzwyczaić się do faktu, że Jacob potrzebuje o wiele więcej czasu, by dojść rano do siebie, niż każda inna znana jej osoba.
— Jakie plany na dziś? — zapytała.
— O jedenastej mam próbę, potem spotkanie z dyrektorem teatru odnośnie sztuki, którą mamy wystawiać, a potem pewnie padnę na kanapę i nie ruszę się aż do twojego powrotu. — Ziewnął na zakończenie.
Przycisk w czajniku odskoczył, informując o zagotowaniu wody, więc mężczyzna zalał swoją kawę. 
— A co to za sztuka? — zainteresowała się Catherina.
— Musical o niespełnionych nadziejach, zagubieniu w wielkim mieście i podatności na złe wpływy. Tandetnie brzmi, ale jest całkiem niezłe.
— Musi być niezłe, skoro się za to wziąłeś — przyznała pewnie, a mężczyzna w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko. 
Zdanie narzeczonej było dla Jake’a bardzo ważne. Cieszył się, że doceniała pracę, którą wkładał w doskonalenie samego siebie. Wiedział, że światem sztuki, tańca i teatru Catia interesuje się tylko ze względu na niego, dlatego tym bardziej cenił jej zaangażowanie. Czuł się dobrze z myślą, że ukochana stara się czynnie uczestniczyć we wszystkich sferach jego życia, nawet w tych, które są dla niej kompletnie obce. 
— Ładnie dziś wyglądasz, pani Smith — powiedział nagle, uważnie wpatrując się w narzeczoną.
Potem podszedł bliżej i delikatnie odgarnął z czoła kosmyk jej włosów. Zrobił to z taką czułością, że kobieta nie potrafiła się nie uśmiechnąć. I chociaż tego typu komplementy dostawała niemal codziennie, uwielbiała ich słuchać. 
— Jeszcze panno Morgan — zauważyła ze śmiechem.
Smith westchnął wymownie, po czym stwierdził:
— Panną Morgan byłaś, zanim mnie poznałaś. Teraz jesteś panią Smith, a ślub to tylko formalność. 
Odsunął się na moment, by odstawić kubek do zlewu. Te kilka łyków kawy zdumiewająco szybko postawiło go na nogi. Potem ponownie podszedł do Catii i mocno do siebie przyciągnął. Kobieta chętnie wtuliła się w jego gorące ciało, pogłębiając uścisk i mrucząc cicho pod nosem. 
Uwielbiała, gdy ich poranki wyglądały w ten sposób — spokojnie, przyjemnie i czule. Gdy wychodziła do pracy po wspólnie zjedzonym śniadaniu i rozmowie przeprowadzonej w miłej atmosferze, czuła, że jej życie wygląda dokładnie tak, jak powinno. Ten spokój i stabilizacja, które dostawała w domu, dawały jej siły, by wytrwać niekończącą się pogoń w pracy. Jake stanowił idealną przeciwwagę dla nerwowej, niebezpiecznej służby i doskonale o tym wiedział.
— Muszę ci coś powiedzieć… — przerwał nagle ciszę. 
Catherina uniosła głowę.
— Za trzy godziny przyjeżdża moja mama. Chce dograć sprawę z zaproszeniami na ślub.
Morgan zacisnęła mocno zęby i szybko odsunęła się od narzeczonego. W jednej chwili cały spokój i ukojenie szlag trafił. 
— Dlaczego twoja mama ma dogrywać sprawę naszych zaproszeń? — zapytała zdenerwowana. — A poza tym, czemu informujesz mnie o tym dopiero teraz? Nie wiesz, że muszę się długo przygotowywać na takie spotkania?! Co by było, gdybym wcale nie musiała iść teraz do pracy?! — panikowała.
Starała się opanować, ale nie potrafiła.
Jej przyszła teściowa, Alessa Smith, była szanowaną tancerką stylów: latynoskiego i nowoczesnego. Zajmowała wysokie miejsca zarówno w stanowych, jak i państwowych zawodach, wznosząc swoje nazwisko na wyżyny klasy. Marzyła, by jej jedyny syn związał się z kobietą elegancką, dystyngowaną, przykładającą ogromną wagę do kultury i manier. Jednym słowem pasującą do ich stylu życia i zainteresowań. Była zdruzgotana, gdy cztery lata temu Jacob zapoznał ją z Catheriną. Obie panie nie polubiły się już od pierwszego spotkania, a wraz z upływem czasu wzajemna niechęć tylko rosła. Działały na siebie jak płachta na byka. Alessa miała nadzieję, że ten związek to tylko chwilowa fascynacja i nie potrafiła ukryć rozczarowania, gdy Jacob wyznał, że się oświadczył. Do kobiety nie docierało, że jej przyszła synowa będzie policjantką, która biega po mieście z bronią i obcuje z trupami. Poza tym Catia nie chodziła w sukienkach, nie interesowała się tańcem w stopniu większym, niż wypadało, i nie potrafiła odnaleźć się na salonach. Nie pasowała do standardu życia Smithów, przez co w oczach Alessy była po prostu brudaską i chłopką, która w ogóle nie powinna poznać jej syna. 
Początkowo Morgan mocno przeżywała tę niepochlebną opinię swojej przyszłej teściowej, ale po czasie przestała się nią przejmować. Zrozumiała, że skoro Jake oświadczył się jej, a nie dziewczynie z wyższych sfer, to znaczy, że właśnie taką żonę chciał mieć. Starała się nie odpowiadać na docinki pani Smith, a podczas rodzinnych spotkań skupiać się tylko na rozmowie z ojcem Jacoba. Z nim, w przeciwieństwie do Alessy, dogadywała się świetnie. 
— Mama chce mieć po prostu pewność, że nie popełniliśmy żadnego faux pas przy wypełnianiu tych zaproszeń. Może to i dobrze? Przecież doskonale wiesz, że niektóre moje ciotki mają po kilka imion albo dwa nazwiska, niektóre są też zagraniczne i mogliśmy zrobić jakieś literówki. Jak mama chce to sprawdzić, to niech sprawdzi. Lepsze to niż wysłanie do kogoś zaproszenia z błędem, prawda? — tłumaczył.
— Może i tak — rzuciła od niechcenia. — Ale ja wychodzę teraz do pracy i nie myśl nawet, że się wcześniej zwolnię tylko dlatego, że twoja mamusia chce nas znowu kontrolować! Sam ją ugość. 
— Dobrze — westchnął Jacob. 
Czuł, jakby był między młotem a kowadłem. Zresztą jak zwykle, gdy sprawy dotyczyły Catheriny i jego matki. Obie cechowały się nadmierną upartością, a Jake mimo prób nie potrafił sprawić, by zaczęły się choć trochę dogadywać.
Porucznik wyszła z kuchni. Zarzuciła na ramiona kurtkę i ubrała buty. Cały jej dobry humor sprzed kilku minut odszedł w zapomnienie. Każda, nawet najmniejsza wzmianka o Alessie Smith sprawiała, że miała ochotę rzucić wszystko, jechać na Crows Nest i wyżyć się na worku treningowym. Tylko ze względu na Jacoba, który był mocno związany z matką, do tej pory nie wykrzyczała jej prosto w oczy, że jest wredną suką. 
— Catii… — Usłyszała nagle. — Pożegnasz się chociaż? 
Gdy uniosła głowę, zobaczyła Jake'a opartego o futrynę kuchennych drzwi. Choć była wściekła, nie chciała wyżywać się z tego powodu na nim. 
— Przepraszam… trochę się zdenerwowałam… — przyznała. 
— Rozumiem — zapewnił, podchodząc bliżej i składając na jej ustach delikatny pocałunek. — Ale nie złość się już. Przecież wiedziałem, że masz dzisiaj służbę. Celowo zaprosiłem ją akurat na taką godzinę. 
Catherina uśmiechnęła się szeroko.
— Lubię, gdy jesteś taki przewidujący… — powiedziała.
— No przecież wiem, złośnico.
Potem przytulił ją mocno i złożył na ustach czuły pocałunek.
Poradził sobie z jedną, teraz czas okiełznać drugą.



Uwielbiam gify z Camem Gigandetem (Colinem), więc będą się pojawiać. No i mamy wreszcie coś o Jacobie. Jak pierwsze wrażenia?

Zdradzę, że jeszcze tylko 2(2) i przechodzimy do głównej sprawy! :D



Gorące podziękowania dla
Frixa i Katji!

14 komentarzy:

  1. No, kolejny rozdział przeczytany! Oczywiście podobało mi się, choć za wiele nie mogę powiedzieć, bo to dopiero początek... Zobaczymy, co będzie dalej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, że przeczytałaś ;)

      Usuń
  2. Nie spodziewałam się tak szybko kolejnego rozdziału, ale w sumie nie mam co się dziwić skoro to opowiadanie powstało już wcześniej, a ty dokonujesz w nim poprawek, nie tworzysz całości na nowo. Lecę do kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam z lenaskolowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak publikuję to dość wolno, ale niestety nie mam całych dni na siedzenie przed kompem;/
      Bardzo dziękuję za przeczytanie! ;)

      Usuń
  3. Okej, wspomniałam o tym w poprzednim komentarzu i zwracam honor — tylko u mnie na komputerze nie ma justowania. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się dzieje, bo kiedy wchodziłam na telefonie, wszystko było okej. Halo, policja, proszę przyjechać na bloggera O.o

    „Była to około pięćdziesięcioletnia kobieta z niewielką nadwagą. Miała krótkie blond włosy, przeciętne rysy twarzy i zwyczajny, schludny strój. Należała do tego typu kobiet, które idąc w tłumie w ogóle się z niego nie wyróżniają. Wyglądała przeciętnie i tego dnia z całą pewnością była zdenerwowana.” — powtarzasz „przeciętny”, a łatwo to zastąpić. Na przykład zrezygnuj ze słowa „zwyczajny” w opisie stroju lub na odwrót. Będzie ładniej brzmieć :)

    Zacznijmy od pewnej kwestii mniej przyjemnej, by przejść do bardziej przyjemnych.
    Mianowicie — jestem strasznie, strasznie rozczarowana wątkiem kryminalnym.
    1. lekceważące podejście policjantów do zeznań nie powinno mieć miejsca. Ktoś na stopniu cholernego porucznika powinien o tym wiedzieć. Nawet najbardziej bzdurne szczegóły mogą nabrać sensu z biegiem czasu.
    2. podałaś w pierwszym rozdziale, iż małżeństwo Campbell jest zamożne. Rezydencje takich ludzi nierzadko mają kamery. Dziwi mnie fakt, że porucznicy nie zainteresowali się tym i nawet nie pofatygowali się, by sprawdzić, czy jest tam monitoring. Gdyby był, łatwo można by było sprawdzić prawdziwość zeznań Annie.
    3. to, jak zakończyłaś fragment. Cholera, to naprawdę wszystko, na co stać Ciebie i Twoich bohaterów?
    — Lipa?
    — Lipa.
    — Idziemy na lunch.
    Mam wrażenie, że uczyniłaś swoich bohaterów porucznikami tylko dlatego, że „stopień wyższego dowództwa” brzmi fajniej niż „stopień oficerski”. Pokaż mi, że Catherina i Colin zasłużyli na to stanowisko! Na razie absolutnie tak nie sądzę. Zerowe zaangażowanie w sprawdzanie poszlak jest wręcz odpychające i zniechęcające. Praca śledczego polega na wnikliwym analizowaniu wszystkiego, co podadzą mu świadkowie, zwłaszcza, gdy nie ma żadnych innych dowodów. Na Latającego Potwora Spaghetti, jeśli już Twoi bohaterowie są policjantami wydziału zabójstw, niech zachowują się jak policjanci wydziału zabójstw!


    Dobrze, dałam upust frustracji. Pora na sprawy przyjemne.

    Nieco bardziej rozwinęłaś wątek problemów finansowych Colina i to mi się podoba. Wcześniej tylko przebąknęłaś, że takowe ma i w sumie na tym się kończyło. Teraz wiemy nieco więcej i mamy jeszcze jeden powód do zmartwień, więc jest lepiej.

    Podoba mi się również szybsze i nieco bardziej obszerne wprowadzenie Jacoba oraz wątku jego matki. Bądź co bądź Jake jest dość ważną postacią i również jemu należy się własne pięć minut. Szkoda tylko, że Catia rozminie się z przyszłą teściową, bo strasznie chciałabym zobaczyć ich konfrontację :P

    I w sumie to tyle. Aż mi szkoda publikować tak krótki komentarz, ale w rozdziale niewiele się dzieje i nie ma czego głębiej analizować. Ogółem było dobrze, ale mogło być ciut lepiej.

    Pozdrawiam cieplutko i życzę mnóstwo weny twórczej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wychwyciłam tego powtórzenia, zaraz coś z tym zrobię ;)

      Nie twierdzę, że ich zachowanie nie było lekceważące, bo pewnie w jakimś stopniu było. Ale uważam, że dla poruczników, którzy już nie jedną sprawę w życiu rozwiązali i niejedno morderstwo widzieli takie rzeczy to już normalność. I nie sądzę, że w realnym świecie ktoś się podnieca każdym zeznaniem, każdym zdaniem wypowiedzianym przez świadka i każdą poszlaką. Ok, muszą to sprawdzić, muszą się tym zająć, ale uważam, że gdyby Colin rzucił się nagle do ustalania, co to za cień, kto to mógł być, analizowania, główkowania itp. to wyszłoby to strasznie przerysowane. Mieli przesłuchać, więc przesłuchali. A, że wybiła pora lunchu, to na niego poszli. To nie znaczy, że oleją te zeznania i zaraz o nich zapomną. Po prostu nie popadają w paranoję, bo ktoś powiedział, że widział cień.
      Ocena zachowania zostaje oczywiście dla czytelnika, więc masz święte prawo uważać, że zachowali się źle, nieodpowiednio czy coś w tym stylu. Ale tego fragmentu na pewno nie zmienię, bo moim zdaniem jest w porządku;) Chociażby dlatego, że jak widać wywołuje emocje xD

      Dziękuję za przeczytanie i komentarz ;*

      Usuń
  4. Dzień dobry.
    Już ostatnio miałam wpaść, ale u tylu osób narobiłam sobie zaległości, więc wyszło, jak wyszło.
    Poczułam się głupia, bo musiałam wygooglować, co to ta etażerka, ale już wiem, ha!
    Nie podoba mi się C&C w narracji... w dialogach super, fajne określenie, sugestywne... ale mi się gryzie w narracji, bo jeśli chodzi o resztę narrator jest doskonale obojętny, pozbawiony uczuć, poczucia humoru, żadnych ironii, zżywania się, taka sucha, typowa, trzecioosobówka.
    (— Poznała pani tę osobę? — zapytała podchwytliwie Morgan). Co w tym podchwytliwego? No i rozumiem zadanie pytania, warto spróbować, rutynowe niemal, ale trochę od czapy, bo kobieta mówiła o cieniu, no ale wybaczam.
    W ogóle jakoś nie lubię przesłuchań... bo wszystkie są takie same. Jednak i w wielu kryminałach lub kryminalno-podobnych tworkach wręcz niezbędne.
    Czy mi się wydaje czy w poprzedniej wersji nie był rozwinięty wątek ze sprawami finansowymi Colina? Nie kojarzę...
    Cieszę się z rozwinięcia relacji Cat i Jacoba. Od razu wydaje mi się bardziej żywa. To było urocze z panią Smith, typowe, ale urocze. Jak może pamiętać, Jacob to moja ulubiona postać, więc naprawdę się cieszę.
    Auć, ale ekspozycja o mamie Jacoba już zabolała. Jestem totalnym przeciwnikiem ekspozycji i strasznie mnie one drażnią. Nie lubię chodzenia na łatwiznę. Czasem już chyba wolę słabiej nakreśloną, mneij dokładnie w sensie, niż sucho przedstawioną relację.
    (Poradził sobie z jedną, teraz czas okiełznać drugą). Jak przeczytałam to pierwszy raz, to takie: lol, ma inną kobietę, podwójne życie?XD Nie myślę dziś.
    Miłego dnia,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dlatego, że kobieta mówiła o cieniu, to pytanie było podchwytliwe. Bo gdyby odpowiedziała, że "tak, to był ten i ten" to by dało śledczym do myślenia, że coś kręci.

      Masz rację, nie było wątku problemów finansowych Colcia.

      Ja też zazwyczaj nie lubię opisywania niektórych rzeczy tak dosłownie, ale z drugiej strony uważam, że nie da się wszystkiego pokazać obrazowo. Niektóre rzeczy po prostu trzeba streścić. Gdybym wszystko chciała dokładnie pokazywać czytelnikowi, to wyszłoby mi pięćset stron tekstu, który wcale nie przyniesie do fabuły niczego sensownego. A to moim zdaniem jest o wiele gorsze, niż taka ekspozycja raz na jakiś czas ;)

      Bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz ;))

      Usuń
  5. Biedny Colin. Znam to uczucie, kiedy się coś odkłada na później, a potem jest się przerażonym, bo nie wiadomo jak to tknąć, żeby się tego pozbyć. Sama tak robię, więc doskonale go rozumiem. Wiadomo, że ściganie przestępców jest znacznie ciekawsze niż ślęczenie nad papierami, ale to część jego pracy i niestety się jej nie pozbędzie. Tak samo, jak nie pozbędzie się długów, przez zadłużanie się w innym miejscu. Catia wspomniała o równowadze między pracą a domem. I chyba tego najbardziej brakuje Colinowi. Tego spokoju, ciszy i osoby, z którą mógłby je dzielić. I pewnie dlatego zamiast odpocząć po pracy, on szuka adrenaliny gdzie indziej.
    Biedna Morgan z taką teściową. Wytrzymała cztery lata, ale coś czuję, że przed jej ślubem z Jacobem, jego mama może być jeszcze gorsza niż wcześniej. Jake dobrze zrobił, że nie dopuścił do spotkania tych dwóch. Pewnie wyszłaby z tego jakaś awantura, skoro na samą wzmiankę o Alessie Catia tak bardzo się zdenerwowała.
    Całuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedna Morgan z taką teściową, albo biedna tesciowa z taką Morgan:D W sumie nie wiadomo, która z nich jest większą zołzą ;D Kto wie, może obie ;D
      Bardzo dziękuję za komentarz i przeczytanie ;*

      Usuń
  6. Szczerze mówiąc, to się cieszyłam na myśl o tym, że to co ma do poqiedzenia Annie wniesie coś do sprawy, ale się rozczarowałam. Chociaż z drugiej strony, skoro gosposia widziała, albo wydawało jej się, że widziała męską sylwetkę – to mógł to być faktycznie kochanek zamordowanej. Hm… No nic, muszę czytać dalej, żeby się tego dowiedzieć :D
    W tej wersji przedstawiasz inne oblicze Colina! Colin? Mój wspaniały Colin i długi? No niee! Mnie osobiście czasem denerwuje to, kiedy widzę, że ludzie żyją życiem, na które ich po prostu nie stać, a potem toną w długach. Najgorsze jest to, że ci ludzie nie zawsze widzą, że robią źle i powinni to zmienić.. Mam nadzieję, ze Colin się opamięta, bo nie chcę, żeby w tej wersji zabili go za nieuregulowane długi i szemrane interesy! W ogóle nie chcę, żeby zginął, ale kto Cię tam wie co tym razem wymyślisz :D
    Taaak, takie poranki w miłym towarzystwie też uwielbiam :D Wspólna kawka, śniadanko i można iść do pracy! Oj wiem coś o takiej niechęci! Na szczęście mam to już za sobą i mogę teraz odetchnąć z ulgą. Jejku Jacob jest taki kochany… Marzenie! Mój poprzedni chłopak był zupełnym jego przeciwieństwem, ale obecny.. nawet nazywa się tak samo. Mój Jacob na wyłączność, tylko zainteresowania ma inne :D
    Podobał mi się rozdział i mam nadzieję, że w tej wersji Jake nie będzie wjeżdżał służbowo, a teściowa nie będzie się wtrącać w ich życie. Coś czuję, że Cati nie będzie miała z nią lekko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Colin pozostanie takim Colinem jak wcześniej, ale rzeczywiscie niektóre rzeczy nieco zmieniłam :D Mam nadzieje, że mimo wszystko będzie się dało go lubić ;-) Ale za długi go raczej nie uśmiercę. To by bylo za proste ;D

      A co do Catii, ona przede wszystkim nie ma łatwo ze mną :D Teściowa to pikuś przy tym jakie rewelacje chcę jej zafundować :D

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  7. Tak się zastanawiam czy to będzie takie błahe śledztwo czy ma już coś wspólnego z wielką sprawą ;p. Ale że to dopiero początek, to raczej stawiałabym na to pierwsze. Chociaż nigdy nic nie wiadomo. Tylko Kasia wie ;p. O proszę Colin ma długi, chyba nie było nic o tym w poprzedniej części. Ciekawe co też się do tego przyczyniło. Czyżby właśnie wspomniane kasyno, poker? Swoją drogą ciekawi mnie jaki w tej części stosunek ma Colin do Jacoba. Ale chociaż Jacob jest tancerzem, to raczej musi wynikać z tego, że ma zadbaną sylwetką, chociaż nie musi być umięśniony, to teoretycznie Catia nie musi szukać innych ładnych ciał ;P. A jednak jest zapobiegliwy i chciał to ładnie ustawić, aby obie panie się nie spotkały. Tylko czy to dla jego matki nie będzie kolejny powód aby jeszcze trochę bardziej na nią ponarzekać? Chociaż nie sądzę aby cokolwiek to dało, gdyby jednak Catia była w domu.

    "Gdy Catherina również była gotowa do wyjścia, przepuścił ją w drzwiach. Nie miało to wiele wspólnego z kulturą czy dobrym wychowaniem. Chciał po prostu przez chwilę bezkarnie popatrzeć na jej tyłek." --> Aż mi się przypomniało jak jeszcze nie cierpiałam tego przepuszczania w drzwiach. Zawsze kumpla przepuszczałam i on wywnioskował że pewnie patrze na tyłki :D. Nie przeczyłam.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, o długach nie było nic w poprzedniej części, ale teraz postanowiłam dać taki maleńki wąteczek o tym dla smaczku. Zawsze to jakieś ubarwienie historii. Może niewielkie, ale zawsze coś ;D
      Oj tak, na męskich tyłeczkach też można oko zawiesić :D Jak nas facet nie przepuści w drzwiach, to chociaż sobie możemy pooglądać :D

      Dzięki! ;*

      Usuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!