6 stycznia 2017

WiZ Część I: Rozdział 7(2)

*

Odkrycie pierwszych powiązań między ofiarami nie było jedynym, co udało się tego dnia ustalić. Gdy tylko CC wrócili do swojego gabinetu, odwiedził ich technik kryminalistyki, który miał do przekazania najnowsze ustalenia. Śledczy pomyśleli, że praca laborantów wreszcie ruszyła pełną parą, skoro już od samego rana zasypywali ich raportami z badań. 
— Mam dla was wyniki daktyloskopii — powiadomił mężczyzna. — Odnośnie odcisków palców tego Raina. 
— Ile razy mam ci powtarzać, Kevin, że nie odciski palców, tylko odbitki linii papilarnych? Tak ciężko zapamiętać jedno sformułowanie? — zapytała poirytowana Catia. 
Była wyczulona na punkcie tego błędu i nie rozumiała, jak fachowiec może się w taki sposób wyrażać. Natomiast Colin zaśmiał się pod nosem, założył ręce za głowę i obrócił się kilka razy na fotelu.
— Nie przejmuj się, Kevin. Ona sama non stop używa sformułowania odciski palców, ale poprawianie innych zawsze podnosi jej samoocenę — zażartował. — Daj ten raport. 
— Frajer — skwitowała to Catia, a technik zaśmiał się pod nosem.
Zaraz potem opuścił gabinet poruczników.
Brak odbitek linii papilarnych Alberta Raina na klamce, drzwiach i wewnątrz domu z numerem dziesięć. Brak śladów obecności w ww. obiekcie — przeczytał Colin i głośno zaklął.
To wystarczyło, by upewnić śledczych, że mężczyzna w ogóle nie wszedł do domu, w którym znajdowała się denatka. A skoro mimo to powiadomił policję o jej znalezieniu, musiał z góry wiedzieć, że trup tam będzie. C&C nie mieli już żadnych wątpliwości, że Albert naprawdę współpracował ze sprawcami masowego morderstwa.
Byli na siebie wściekli. Rozmawiali z prawdziwą skarbnicą informacji, stali przed nim w odległości nie większej niż jard, a nie przeszło im nawet przez myśl, by mocniej go przycisnąć. Wyrzucali sobie, że powinni coś zauważyć, zastanowić się nad dziwnym zachowaniem świadka, ale teraz nie miało to już żadnego znaczenia. Stracili swoją szansę. 
— Spadajmy stąd — stwierdził w końcu Colin. — Najwyższy czas odpocząć. 
— Racja, mam dość tego dnia. Poza tym… — Spojrzała na zegarek. — … już dziesiąta, znowu się zasiedzieliśmy...
Wyłączyli komputery, zamknęli drzwi za pomocą specjalnej karty, po czym wsiedli do windy i zjechali na najniższy poziom. 
Przez całą drogę prowadzili jedynie zdawkową rozmowę, a gdy czarny Dodge Charger stanął na parkingu przy wieżowcu Catheriny, między porucznikami nastało niezręczne milczenie. Kobieta nie kwapiła się do opuszczenia wygodnego auta, a Colin nie zamierzał jej z niego wyganiać. Opierali głowy o zagłówki siedzeń i w zadumie patrzyli na dach lub przez szyby. Przeżywali chyba ten dziwny, ale istniejący rodzaj zmęczenia, w którym człowiek jest do tego stopnia wykończony, że nawet nie ma siły i ochoty, by iść odpocząć.
— Powinnam spadać, już późno — powiedziała nagle Catia.
Nie wyglądała na zadowoloną z tego powodu. Nie odczuwała chęci na pójście do domu, bo Jacoba nadal w nim nie było. Została tylko wszechogarniająca pustka i nieprzyjemna cisza, która momentami doprowadzała kobietę do szału.
— Powinnaś — przyznał Colin, lekko unosząc kącik ust. 
Potem zamknął oczy, delektując się spokojem, którego nie dane mu było poczuć w ciągu dnia.
— Tylko że jakoś mi się nie chce... — zaśmiała się krótko Catia, co Bonnet skomentował cichym prychnięciem.
— Więc nie idź.
— Ale muszę.
— Typowa baba…
Nagle Catherina przypomniała sobie o rozmowie, którą rano przeprowadziła z Cooperem. Spojrzała na Colina i przełknęła ślinę. 
— Wszystko u ciebie w porządku? — zapytała nieśmiało. 
Mężczyzna nie krył zaskoczenia. Wyglądał, jakby w ogóle nie zrozumiał pytania.
— A dlaczego miałoby być inaczej?
— Tak tylko pytam — rzuciła obojętnie.
— Przecież wczoraj rozmawialiśmy. Jakby było coś nie tak, to bym ci powiedział. Nie rozumiem, skąd nagle to pytanie…
— Nieważne. Po prostu odniosłam wrażenie, że jesteś jakiś smutny. Ale skoro nie, to pewnie coś mi się wydawało — stwierdziła z uśmiechem. 
Potem pożegnała się z przyjacielem i opuściła jego samochód. Pomyślała, że zupełnie niepotrzebnie zaczęła ten temat. Wierzyła, że gdyby w życiu Colina działo się coś złego, to ona z pewnością by o tym wiedziała. Utwierdziła się tylko w przekonaniu, że Cooper nie miał racji. 
Podczas gdy Catia zmierzała w kierunku swojej klatki schodowej, Bonnet znikał już za rogiem ulicy.
Na zegarach mijała jedenasta, miasto spowił mrok, a ruch na ulicy znacznie zmalał. Choć nocne życie Silent Glade dopiero się rozkręcało, Colin doskonale wiedział, w których miejscach mógł mocniej przycisnąć pedał gazu. Nie omieszkał tego zrobić, gdy zobaczył prawie bezludny odcinek drogi. Odczuwał niebotyczną przyjemność, słuchając dźwięku silnika i czując adrenalinę związaną z nadmierną prędkością. Ryzykował zdrowiem swoim i innych, ale czuł się na tyle dobrym kierowcą, że czasem naginał prawo. To pozwalało mu odetchnąć po ciężkim dniu i wyzbyć się złych emocji. Niektórzy w chwilach złości uciekali w sport, inni nadużywali alkoholu, a on z niezwykłą radością wciskał w podłogę pedał gazu. Uważał, że jego Dodge jest tego wart.
Zwolnił dopiero wtedy, gdy zbliżył się na swój parking. Wtedy też usłyszał dźwięk przychodzącego SMS-a. Po przeczytaniu wiadomości na jego usta od razu wdarł się uśmiech.

Śpisz już glino? Co prawda na kawę jest już za późno 
ale kieliszek dobrego alkoholu był by wskazany przed snem ;))

Nie musiał zerkać na nadawcę, by wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za tę propozycję.

Do: Alysson z klubu
Czyżbyś chciała sprowadzić mnie na złą drogę? ;)

Wysłał wiadomość, po czym wyszedł z samochodu i skierował się do swojego mieszkania. Nie zdążył nawet wejść na klatkę, gdy jego telefon znowu zadzwonił. 

Od: Alysson z klubu
wyglądasz na takiego co od dawna na niej jest ;))

Zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową. Choć był zmęczony, a jutro czekał go kolejny ciężki dzień, nie zamierzał odmawiać Salvatore po raz kolejny. Miał ochotę pchnąć tę znajomość do przodu, a teraz nadarzył się na to idealny moment.
Z drugiej strony nie chciał, by jego relacja z Alysson wyglądała tak samo jak z innymi kobietami. Postanowił, że jeśli dojdzie do spotkania, to będzie się starał przede wszystkim ją poznać, zobaczyć, jaką jest osobą i czy nadają na tych samych falach. Zero zbliżeń. Nadszedł czas, by coś w swoim życiu zmienić.

Do: Alysson z klubu
Odważna jesteś, koleżanko ;-) Sam nie wiem czy jako glina powinienem to pochwalać. Zaproponuj jakieś miejsce;-)

Wysłał, po czym otworzył drzwi do mieszkania, zaświecił światło i zaległ na kanapie. 

Od: Alysson z klubu
Kojot za godzinę? ;P

Colin zaśmiał się pod nosem, po czym wysłał wiadomość z potwierdzeniem. Nie wiedział, czy dobrze zrobił i czy to spotkanie nie odbije mu się jutro czkawką. Czuł, że powinien darować sobie wychodzenie gdziekolwiek i porządnie odpocząć przed jutrem.
Najwyżej szybko się ulotnię — pomyślał i z takim założeniem zaczął szukać w szafie odpowiedniej koszuli.
Do tego stopnia zatracił się w wymianie wiadomości, że zupełnie nie dostrzegł, że przez całą drogę z samochodu do bloku był czujnie obserwowany przez kierowcę ciemnego Camaro.

*

Catherina była wykończona i przybita minionym dniem. Zaraz po wejściu do mieszkania skierowała się do kuchni i otworzyła butelkę wina. Czuła, że potrzebuje chwili tylko dla siebie, by przemyśleć kilka kwestii, a potem sensownie ułożyć sobie w głowie plan na kolejne dni. Usiadła na szerokim parapecie w sypialni, dokładnie owinęła się szarym, ciepłym swetrem, a potem z zainteresowaniem patrzyła na widok za oknem.
Budynki zderzały się z horyzontem, sprawiając wrażenie, że miasto ciągnie się niemal w nieskończoność. Światła wieżowców tworzyły jasne, mieniące się kropki na ciemnym tle, dzięki czemu Silent Glade nigdy do końca nie zasypiało. Przez dłuższą chwilę Catherina nie mogła oderwać od niego wzroku. Pomyślała, że pędząc za marzeniami, karierą, pieniądzem, nie ma nawet czasu na zatrzymanie się i rozejrzenie dookoła. A było na co patrzeć. 
I właśnie wtedy przypomniała sobie o porannych i popołudniowych wiadomościach od Jacoba. Co więcej, dotarło do niej, że to właśnie dziś mężczyzna miał mieć występ, od którego mogła zależeć cała jego dalsza kariera. Pośpiesznie chwyciła telefon i przeczytała SMS-y. W żadnym z nich nie napisał, jak przebiegł spektakl, więc bez ociągania wybrała numer narzeczonego i zadzwoniła.
Usłyszała jeden sygnał, potem drugi i szósty. Nie odebrał. 
— Pewnie śpi — powiedziała do samej siebie i nie ponowiła próby.
Potem zeszła z parapetu i udała się do łazienki. Napełniła wannę, położyła wino na szafeczce, po czym ściągnęła z siebie ubranie. Zanurzając się po szyję w ciepłej wodzie, stwierdziła, że właśnie tego było jej trzeba. Przez chwilę leżała w bezruchu, po czym otworzyła oczy i mimowolnie spojrzała na małe J. wytatuowane na swoim brzuchu. 
Doskonale pamiętała dzień, w którym zdecydowała się je zrobić. Miała wtedy nadzieję, że dzięki takiemu niewielkiemu symbolowi będzie miała narzeczonego zawsze przy sobie. Śmiała się, że jeśli kiedyś ich związek się rozpadnie, to jej J. będzie skrótem od joder, co w języku hiszpańskim oznaczało pieprzyć. Ona dodałaby do tego jeszcze smutki i w ten sposób uzyskała coś w stylu motta życiowego.
Chwyciła butelkę, napiła się, a potem westchnęła głęboko. Choć czuła, że myślami Jake ciągle przy niej był, miała nadzieję, że wróci jak najszybciej. Nienawidziła ciszy, która otaczała ją z każdej strony i świadomości, że została w mieszkaniu zupełnie sama. Gdy była młodsza, niejednokrotnie wmawiała sobie, że jest odludkiem i ludzie nie są jej do niczego potrzebni. Dopiero gdy odchodzili, zaczynała rozumieć, że nikt nie jest stworzony do tego, by zostać sam. 


Na gifie w końcu Alysson :D


Rozdział jest bardzo krótki i nic się nie dzieje (oprócz wiadomości, że Colin jest obserwowany:D), ale chciałam przedstawić trochę taką zwyczajną codzienność bohaterów. Nieuchronnie zbliżamy się do końca, więc niebawem naprawdę zacznie się dziać. 
Dziękuję wszystkim, którzy ze mną są! ;)

Wielkie podziękowania dla
Frixa i Katji!!

4 komentarze:

  1. Widzę, że Caterina przeżywa kryzys w związku, spowodowany tęsknotą za ukochanym i niepewnością, co do dokonanego wyboru. Nie wiem czy ślub nie okaże się w jej życiu błędem.

    Natomiast Colin w końcu zaczyna układać sobie życie na poważnie i kończy z wiecznym imprezowaniem. To mi się podoba.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no niestety, co tego nigdy nie możemy być pewni;)
      Bardzo dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  2. Rozdział świetny i coś jest nie tak. Jak facet nie odbiera telefonu, to coś musiało się stać - kochanka, niepowodzenie, wypadek itd. Ogólnie to trochę sobie jaja, ale nie wierzę, by Jace był idealny!
    Weny, czasu i sprawnego kompa
    Pozdrawiam
    ROLAKA z http://granica-olimpu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!