6 stycznia 2017

WiZ Prolog


 PROLOG



 Sierpień 2009 r. 
Afganistan

   
Gorące promienie słoneczne nieprzyjemnie muskały twarze wszystkich żołnierzy zebranych na poligonie. Pot strużkami lał się z ich rozpalonych ciał, a ciężkie mundury potęgowały uczucie duchoty i zmęczenia. Choć w ciągu kilkunastu miesięcy trwania służby w pewnym stopniu przyzwyczaili się już do panujących tutaj warunków, marzyli, by wrócić wreszcie do kraju i odetchnąć od dzikich upałów. 
Podczas gdy większość żołnierzy krzątała się jeszcze po terenie, pakując bagaże i wykonując ostatnie rozkazy, major Cardona siedział w osamotnieniu na gorącej ziemi z dala od reszty załogi. Z powagą wpatrywał się w pustynne, niezamieszkałe tereny znajdujące się przed nim, pokaźne wzgórza i na tumany kurzu i piachu smagane przez lekki wiatr. Był zafascynowany wyglądem tego miejsca, choć niosło ze sobą mnóstwo tragedii, bólu i śmierci. Mimo to mężczyzna czuł się tutaj jak w domu. Przywykł do brutalności świata i ogromu jego wad. I choć po każdym powrocie do ojczyzny obiecywał sobie, że już nigdy nie postawi nogi na terenach ogarniętych wojną — zawsze wracał. To było jak uzależnienie, z którym nie potrafił i nie chciał walczyć. 
— Majorze Cardona — zasalutował nagle jeden z chorążych. Po jego czole płynęły strużki potu. — Melduję, że jesteśmy gotowi.
— Dobrze. Już idę.
Dowódca po raz ostatni spojrzał na rozciągające się dookoła widoki, po czym powrócił do swoich obowiązków. Nim się obejrzał, na lotnisku wylądował samolot, który miał przetransportować załogę do ojczyzny. Żołnierze w radosnych nastrojach wsiedli do środka i przy akompaniamencie wesołych, często perwersyjnych piosenek oczekiwali powrotu do domu. W tej chwili liczyła się tylko chęć zobaczenia najbliższych i to, że chociaż na jakiś czas opuszczają piekło.
Mimo radosnych nastrojów i pogodnej atmosfery w całym samolocie jeden z mężczyzn nie miał ochoty na przyśpiewki. Wpatrywał się tępo w widoki za oknem, będąc w świecie własnych myśli i problemów. Coś wyraźnie zaprzątało jego głowę, a major siedzący obok zobaczył to od razu.
— Co się stało, Luke? — zapytał Cardona.
Różnica stopni nie stanowiła dla nich przeszkody w budowaniu niezwykle trwałej i silnej więzi. Luke nie czuł się gorszy, mając za kumpla swojego dowódcę.
Przez chwilę milczał, nie wiedząc, co odpowiedzieć na to pytanie. Niespokojnie poruszał się na siedzeniu, pocierał dłonią o brodę, a potem wsunął ręce we włosy i w takiej pozycji spędził najbliższe kilka sekund. 
— Tony wyszedł na wolność — wyszeptał po chwili.
Cardona spojrzał na niego z zaskoczeniem.
— Tony? Brat twojej żony?
— Tak.
— Jak to możliwe? Przecież mówiłeś, że dostał dożywocie za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
— Dostałem list od Claudii — powiedział, kierując wzrok w stronę okna. — Jest roztrzęsiona. Za miesiąc ma termin porodu i boję się, że nerwy zaszkodzą dziecku. Powiedziałem, żeby się spakowała i pojechała do moich rodziców, tam przynajmniej nie byłaby sama, ale to baba, jak się uprze, to nie wytłumaczysz. Wymyśliła, że poczeka do mojego powrotu i przyjedzie po mnie na lotnisko.
Z całej siły zacisnął pięści, przykładając je do ust, a potem nerwowo przesunął dłońmi po włosach.
— Uspokój się, za kilka godzin będziemy na miejscu. Do tej pory nic się nie stanie.
— Nie stanie? — zaśmiał się nerwowo Luke. — Przecież ona zeznawała przeciwko niemu! Na pewno będzie chciał się zemścić... — wysyczał przez zaciśnięte zęby.
— Posłuchaj… Nie przyspieszę tego samolotu, choćbym chciał, więc musisz jakoś wytrzymać. Postaram się dowiedzieć, dlaczego wyszedł z pierdla, a jeśli będzie trzeba, to go załatwimy. W porządku? 
— Pomożesz mi? — zapytał dla pewności. — Gdyby naprawdę zagrażał Claudii i dziecku… Pomożesz?
— Możesz na mnie liczyć — przerwał Cardona, po czym pokrzepiająco poklepał przyjaciela po ramieniu.
Luke uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że z takim sojusznikiem z pewnością zdoła ochronić swoją żonę. Pod warunkiem, że nie jest już za późno. 
Chciał coś odpowiedzieć Danowi, ale nie zdążył, bo cała załoga samolotu zaczęła głośno śpiewać. Osobiste problemy musiały zejść na dalszy plan, gdy na usta ocalałych wojowników wpłynęło When Johnny Comes Marching HomeCardona spojrzał na Luke’a z lekkim uśmiechem, a on w odpowiedzi jedynie ciężko westchnął. 
To nie był najlepszy moment na radość z resztą załogi, a mimo to musieli dać się ponieść ogólnej euforii i choć na moment odstawić na bok własne bolączki. Wracali z wojny cali i zdrowi. Mieli co świętować.

 Gdy Johnny marszem wróci do domu znów, hura! hura! 
Zgotujemy mu wtedy gorące powitanie, hura! hura!
Mężczyźni będą się cieszyć, chłopcy krzyczeć
Wszystkie damy się pojawią
Tego pięknego dnia, gdy Johnny wróci do domu!

 *

 Po wyjściu z wojskowego samolotu żołnierze momentalnie porozchodzili się we wszystkie strony. Jedni wpadali w ramiona swoich rodziców, inni obejmowali ukochane kobiety bądź dzieci. Rzadko kto pozostawał w tej chwili sam. 
Luke jako jeden z pierwszych opuścił samolot. Rozejrzał się niespokojnie po lotnisku, szukając wzrokiem Claudii, a gdy zobaczył ją — z trudem podnoszącą się z krzesła — pobiegł do niej i mocno objął. Przez moment trwali w takiej pozycji, zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Potem mężczyzna uklęknął przed żoną i ze łzami w oczach zaczął prowadzić monolog skierowany do nienarodzonego jeszcze syna.
Dan przyglądał się całej scenie z większej odległości. Czuł ulgę, że czarne scenariusze Luke’a się nie sprawdziły, a przyjaciel może w spokoju cieszyć się obecnością ukochanej. 
Potem i on ruszył w swoją stronę. Jako jeden z nielicznych nie oczekiwał żadnych odwiedzin. Gdy tylko opuścił teren lotniska, wziął do ręki telefon i wykręcił numer do jednego ze swoich długoletnich znajomych.
— Dan Cardona! — rozpoczął rozmówca entuzjastycznym tonem i zaśmiał się do aparatu. — Już wróciłeś?
— Witaj, Olivier. Tak, właśnie wylądowałem. I mam pewną sprawę niecierpiącą zwłoki.
— Przyzwyczaiłem się już, że nie dzwonisz na plotki. Co się dzieje?
— Jesteś na podsłuchu?
— Nie. A przynajmniej tak sądzę — zaśmiał się.
— Potrzebuję informacji o niejakim Tonym Gradnerze. Mógłbyś mi podesłać kilka pikantnych szczególików na jego temat z bazy danych?
— Czym ci zawinił?
— Wiesz, że są sprawy, o których nie mówi się na głos.
Odpowiedziały mu głośny śmiech przyjaciela i ciche westchnięcie.
— To jest twój szczęśliwy dzień, Dan, bo właśnie siedzę przed komputerem. Daj mi chwilę.
Zgodnie z poleceniem, wojskowy cierpliwie czekał, aż porucznik wydziału zabójstw znajdzie interesujące go /informacje. Zajęło to kilka minut, a cisza, która utrzymywała się po drugiej stronie, nie zwiastowała niczego dobrego. Gdy Olivier odezwał się ponownie, jego głos nie był już tak radosny i beztroski jak wcześniej.
— Nie wiem, w jakie gówno wdepnąłeś tym razem, Dan, ale radzę ci się z niego wycofać, póki jeszcze możesz.
— Mów.
— Jego dane są utajnione, a z doświadczenia wiem, że to nie wróży dobrze. Albo nagle stał się świadkiem koronnym, albo sprawa jest nieco bardziej śmierdząca.
— Status świadka odpada.
— No to daj sobie z tym spokój, stary.
— Dzięki, Olivier. Zapomnij, że dzwoniłem.
Nie zamierzał odpuścić. Obiecał Luke’owi, że dowie się, dlaczego Tony Gradner wyszedł na wolność, i właśnie to chciał zrobić. Bez względu na konsekwencje. 
Wtedy nie wiedział jeszcze, że idzie na kolejną, tym razem samotną, wojnę z przeciwnikiem, który okaże się o wiele silniejszy, niż żołnierz przypuszczał.


 * * *

 Oto zaczynam publikować nową wersję starego opowiadania. W tamtej wersji prolog był trochę dłuższy i ukazywał jeszcze dwójkę innych bohaterów, ale postanowiłam, że poznamy ich później. A teraz mamy tylko Dana, Luke'a i Tony'ego. Jestem bardzo ciekawa opinii nowych czytelników (bo tych stałych nie zamierzam namawiać, do czytania tego opowiadania jeszcze raz :D Tym bardziej, że nie zajdą tutaj duże zmiany). Także jeśli ktoś tutaj dotrze, to witam serdecznie! ;)



Gorące podziękowania dla
Frixa i Katji

30 komentarzy:

  1. Cześć. Miałem się tutaj pojawić bodajże przedwczoraj, ale nie udało się.
    Zwróciłem uwagę na datę. Domyślam się, że w pierwszym rozdziale przeniesiesz bohaterów o te kilka lat w przód.
    Rozbawiły mnie słowa męża Claudii, gdy ten uznał, że jak się baba uprze to nie przetłumaczysz. Faktycznie często tak jest, ale tutaj myślę, ze może rozchodzić się o matkę Luka. Ja sam nie chciałbym mieszkać z moją teściową (chyba mogę tak nazwać tę kobietę). Niby nic do niej nie mam, ale na dłuższą metę to by się nie udało. Podobnie zresztą jak moja partnerka nie wyobraża sobie mieszkać z moimi rodzicami.
    Jeśli Tony nie może być koronnym, to chyba oznacza, że ma głowy na swoim koncie. Nie wiem jak w Ameryce, ale z tego co się orientuję, to w Polsce właśnie zabijanie ludzi dyskwalifikuje większość gangsterów przed tym statusem koronnym. Zwykle zostają nimi jacyś księgowi, informatycy... ludzie, którzy nie odbierali życia innym, bo mieli zupełnie inne zadania.
    Jesteś pewna, że w Afganistanie nie noszą jakiś lżejszych mundurów?
    Sądzę też, że prolog jest napisany takim "męczącym" stylem. Jest poprawnie, nie jest źle, ale myślę, że nie jest to sposób narracji jaki lubię. Sama rozmowa telefoniczna panów wyszła sztucznie, a patrząc z perspektywy Dana, pisząc o jego uczuciach i jego podejściu do wojny strasznie się rozdrobniłaś. Odczuwam to trochę tak, jakby był przerost formy nad treść, bo treść nie mówi wiele - powrót do domu, motyw zwolnionego więźnia i koniec. Moim zdaniem i gdybym ja wpadł na pomysł takiej historii, i miał ją spisać, to zamiast tych opisów (pomijając te krajobrazu i klimatu, bo te były konieczne) stwierdziłbym jedynie, że Danowi było łatwiej narażać swoje życie, bo wiedział, że nikt za nim nie czeka w domu, że nikt za nim nie zapłacze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mieszkam ze swoim teściem i wcale nie jest mi z tym źle. Wręcz przeciwnie, super się dogadujemy, więc myślę, że to zależy po prostu od relacji, jaką ktoś sobie wypracuje ;)
      Tony ma przynajmniej jedną głowę na koncie, było powiedziane, że siedział za morderstwo. Ale tutaj nie chodziło mi o to, że Tony nie załapał się na koronnego. Tylko że jego dane mogą być utajnione z dwóch powodów - świadek koronny albo... nie wiadomo xD I tutaj po prostu mamy to nie wiadomo.

      Dziękuję za opinię ;)

      Usuń
    2. Ja akurat też z teściową się dogaduję. Myślę, że jestem z nią w lepszych relacjach niż jej własna córka z nią. Po prostu do wielu spraw mamy podobne podejście, tak samo lubimy porządek, poukładanie i wiele innych rzeczy, ale mimo to mieszkać z nią sobie nie wyobrażam, bo zaraz wyszłyby nasze odmienne zdania w innych sprawach. Gdzieś też wynikłby problem z naturalnością, bo to nie jest osoba, która siedziałaby w pokoju i wpadała do nas od czasu do czasu, a byłaby taką trzecią osobą obecną w naszym związku. Ja już ją miałem na karku jak u niej elektrykę i hydraulikę zmieniali i dziękuję bardzo. W dwa tygodnie zepsuła mi dziecko, opowiadając "a moja córka, to np na WF i religię nie chodziła i przez to dużej spała, pogadam z twoim ojcem...". Z rozmowy wyszła awantura, był dwutygodniowy foch, a po dwóch tygodniach przyszła jak gdyby nigdy nic, podogryzać nam, że powinniśmy się już brać za dziecko, bo jeszcze trochę, to będą mógł być dziadkiem, a nie ojcem. Więc moja teściowa to osoba, co z jednej strony przychyliłaby innym nieba, z drugiej zawsze uważa, że racja leży po jej stronie i się oburza, gdy ktoś jej racji nie uznaje. A najgorzej reaguje na "Koniec dyskusji, nie wtrącaj się". Poza tym jest strasznie chwiejna. Gdy ja jej czymś podpadnę, to stanie po stronie córki, ale gdy ta nie uzna dzień czy dwa wcześniej jakiś jej racji, to nieważne co ja zrobię, to ja będę kolorowy i wystawiony na podium, a jej córka będzie winna. Z taką osobą trudno żyć pod jednym dachem. Z kolei z moimi rodzicami byłby odwrotny problem. Nie wyobrażam sobie liberalnej dziewczyny, z lekkim ADHD, momentami wulgarnej pod jednym dachem z takimi konserwatystami. O ile z mamą jeszcze by się jakoś udało, o tyle z ojcem już nie. Oni i tak byli w niemałym szoku, że moja partnerka w wigilie je fileta w panierce, bo ryb nie lubi. To są drobnostki, przy których jest problem, ale jeśli sprawa dotyczyłaby czegoś poważniejszego, to wtedy dopiero byłby kłopot.
      No ale "siedzieć za morderstwo" nie jest jednoznaczne. Nawet nasze prawo dopuszcza koronowanie świadka, gdy działał w obronie własnej, zabił przypadkiem, nieumyślnie. Tam są jakieś wyjątki. Jednak jeśli ktoś mordował, żył z tego lub sprawiało mu to frajdę i działał przy okazji też w zorganizowanej grupie przestępczej, to nie ma co liczyć na koronę. To z kolei robi c Tonego niebezpiecznego. Skojarzył mi się facet z Tony Montaną, ale to raczej luźne skojarzenie.

      Usuń
    3. A bo to też zależy od tego jak się z teściami mieszka i w jakim wieku. Jak jest duży dom i jedno mieszka na górze, a drugie na dole, to ten kontakt nie jest nieprzerwany, można się czasem unikać i od siebie odpocząć. W małym mieszkaniu wpadasz na teściów non stop i to już jest moim zdaniem problem. Ja jeszcze męża nie mam (na teścia po prostu mówię teściu, bo myślę, że kiedyś nim jednak będzie xD), dzieci też nie mam, więc mieszkanie z nim nie sprawia mi żadnego problemu. Ale nie wyobrażam sobie, żeby tak było przez całe życie :D Kiedyś jednak trzeba zacząć żyć na własny rachunek. Tym bardziej, że każdy ma swoje upodobania, swoje zdanie na różne tematy i ja sobie nie wyobrażam, że mogłabym mieszkać z kimś, kto stara się wychować moje dziecko po swojemu, albo wygaduje co ja robiłam jak byłam młoda xD Wkurzyłabym się o taki tekst jak ten z wf-em.

      Napisałam o "morderstwie ze szczególnym okrucieństwem" więc to już daje do myślenia. A przynajmniej tak sądzę xD

      Usuń
  2. Dzień dobry.
    Dosłownie minutę temu odpisuję na Twój komentarz, mówiąc, że zacznę czytać poprawioną wersję najwcześniej jutro, bo dziś choruję, ocenkuję i mam maraton Six feet under, ale blożek do oceny mnie przerósł... a za mną dopiero 4 rozdziały... z 64. Muszę się odstresować.
    Mnie też (widziałam, że ktoś tak pisał) bardziej podobał się stary szablon. No ale to tylko szata graficzna. Oczu nie wypala, więc cud, miód i orzeszki.
    Jestem fanką krótkich (w przeciwieństwie do Pana wyżej, bo pisałam z nim o tym ostatnio) i różniących się od rozdziałów prologów, więc cieszy mnie to... mhm... okrojenie?
    Pamiętam, jak oceniałam tego bloga... Nie widzę informacji o becie ani nic, więc podejrzewam, że popracowałaś nad interpunkcją. W każdym razie, ja zauważyłam progres. I to się chwali.
    I znów przyczepię się (dla Twojego dobra, kochana)), że niepotrzebnie podkreślasz, że jeden człowiek. Nie brzmi przekonująco. Uogólnienia, wrzucanie do jednego worka i chodzenie na łatwiznę... no czepiam się, trochę, wiem, ale według mnie zawsze pseudodramatycznie brzmią wszelkie: ale tylko jeden człowiek, ple, ple...
    (Na moment...) przed tym akapitem zjadło Ci wcięcie akapitowe.
    Standardowo, podobają mi się opisy miejsc i uczuć, choć czasem rzeczywiście jest troszkę dramatycznie. Jak na przykład ostatnie zdanie. Choć w sumie... lubię dramy, te uczucia, sugestywne mrugnięcie do przeciwnika... nie, nie, ostatnie zdanie lubię.
    Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, czego jeszcze nie pisałam...
    No ale trochę sobie przypomniałam i sprecyzowałam, co napiszę w związku z błędami, które przeszkadzały mi w poprzedniej wersji.
    Miłego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego rozdziału nikt nie betował, więc kto wie... może rzeczywiście poprawiła się moja interpunkcja? :D To nadal dla mnie coś nie do zrozumienia i nadal stawiam przecinki w złych miejscach, ale mam świadomość, że i tak wiem więcej niż jeszcze pół roku wcześniej. Postęp jest. Powolny, ale jest ;D

      W sumie zgadzam się z tym "jeden człowiek". To może być takie trochę... przesadzone. Ale nie myślałam do tej pory w ten sposób xD

      Ja też lubię takie "sugestywne mrugnięcia". Tym bardziej w prologach albo zakończeniach. A myślę, że tutaj to ostatnie zdanie jest takim idealnym uwieńczeniem całej historii.

      Dziękuję za komentarz i ponowne przeczytanie ;*

      Usuń
    2. Chociaż teraz jak przeczytałam ten fragment z "jeden człowiek" to nie uważam, żeby to było pójście na łatwiznę. Przy fragmencie powrotu z misji napisałam "jeden z nielicznych", więc to zmienia postać rzeczy. A na początku, gdy Dan siedzi sam i patrzy, no to nie da się tego inaczej opisać. Siedział sam, samotnie, więc był jeden. W moim odczuciu jest okej, ale będę na takie rzeczy zwracała uwagę przy innych fragmentach ;)

      Usuń
  3. Brak wcięcia w akapicie "Na moment..."
    I jeszcze z takich uwag. Nie podoba mi się słowo "muskać" zestawione ze spoconymi mężczyznami w mundurach. Tak... Dziwnie to brzmi...

    Ogólnie to prolog, ale zapowiada się interesująco. Jeśli będzie to thriller, kryminał i akcja, to masz mnie. A tak przynajmniej na początku się zapowiada.
    Nie obiecuję, że będę na bieżąco. Czasami jest sesja, czasami co innego, a czasami po prostu lubię czytać kilka rozdziałów na raz :)
    Weny, czasu i sprawnego kompa
    Pozdrawiam
    Rolaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kryminał, akcja, romans - tak bym ujęła tematykę tego opowiadania;)
      Nigdy nie wymagam od nikogo bycia na bieżąco. Najważniejsze, żeby czytelnik czytał z chęcią;)

      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  4. Cały prolog przeczytałam z szeroko otwartymi oczami, bo nie zdarzyło mi się mieć do czynienia z tego typu opowiadaniami w blogosferze.
    Co do samego tekstu, piszesz świetnie i nie cukrujesz :) Wiem, że tego wymaga tematyka, ale z powodu wysypu, w ostatnim czasie, samych kopii "Pięćdziesięciu twarzy Grey'a" to miła odmiana :)
    Skoro jeden z żołnierzy boi się jakiegoś tam kolesia, to od razu mogłam stwierdzić, że to nie jest byle bandzior, ale ktoś ważny, który lubi krzywdzić ludzi - nie rozumiem filozofii życia takich osób, ale kto normalny mógłby to ogarnąć...
    Napisałaś w jednym z komentarzy, że oprócz kryminału i akcji, będzie to też romans - dlatego tu jestem :D
    Nie ukrywam, że lubię wszystko, gdzie jest choć niewielka nutka romansu, więc czekam ze zniecierpliwieniem na tą część :D
    Myślę, że wpadnę po pierwszy rozdział już jutro, a może nawet wieczorem :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się cieszę, że znalazłaś u mnie trochę oryginalności! ;D

      Jeju, nie mów mi o Grey'u. Tak negatywnie się do tego nastawiłam, że nie mam ochoty ani na film, ani na książkę. Poza tym z tego, co czytałam to kompletnie nie jest w moim stylu i unikam wszelkich fanficów na podstawie tego "dzieła" :D Aczkolwiek mam szacunek do autorki, bo nie jest łatwo zainteresować swoją pisaniną takie ogromne grono osób. To jej wyszło ;D

      Ja też uwielbiam teksty, w których są wątki romansowe. Tym bardziej jeśli jest w nich trochę zawiłości, namiętności, ale wszystko jest wyważone w odpowiednich granicach. U mnie będzie dużo bohaterów, więc będzie też dużo uczuć :D Mam nadzieję, że przekażę to tak, jak to siedzi w mojej głowie.

      Bardzo dziękuję za komentarz i przeczytanie ;*

      Usuń
  5. „Wracali z wojny cali, zdrowi, w jednym kawałku i ze wszystkimi kończynami.” — skoro wracali cali i zdrowi, to logiczne, że będą mieli wszystkie kończyny i są w jednym kawałku. Wystarczy tutaj po prostu cali i zdrowi .

    „ze łzami w oczach zaczął prowadzić monolog z nienarodzonym jeszcze synem.” — monologu nie da się prowadzić z kimś , a co najwyżej skierować go do konkretnego odbiorcy. Sądzę, że wystarczyłoby zwyczajne zaczął mówić do nienarodzonego syna , a jeśli już tak bardzo chcesz wcisnąć tu słowo „monolog”, to: zaczął prowadzić monolog skierowany do nienarodzonego syna .

    „— Co ci zawinił?” — czym.

    Nie byłabym sobą, gdybym się nie poczepiała :P

    Powiem Ci, że nowy prolog jest o niebo lepszy od starego. Poprzedni był zdecydowanie za długi, posiadający zbyt wiele wątków i zwyczajnie męczący. Usiadłam do niego po południu, a gdy skończyłam, musiałam się zastanowić, gdzie, do cholery, podziało się słońce.
    Tutaj jest już lepiej. Skupiamy się głównie na powrocie z Afganistanu. Wyeliminowałaś zbędną Alysson i spotkanie na lotnisku. Dzięki temu tekst jest krótszy. Poprzedni miał — o ile dobrze pamiętam — gdzieś tak 2700 słów, może nieco więcej. Tutaj mamy ich zaledwie 1256. Uważam, że mógłby być jeszcze krótszy. Lubię, gdy są opisy, dzięki którym jestem w stanie wyobrazić sobie i poczuć miejsce, klimat i tak dalej. Jednak to jest prolog. Wcześniej aż tak nie zwróciłam na to uwagi (napisałam tylko, że jest za długi), lecz teraz nieco to rozwinę.
    Prolog ma być krótki, jednowątkowy i wprowadzający w akcję albo zwyczajnie przedstawiający jakieś wydarzenie z przeszłości, które tą akcję zagwarantuje. Nie ma tu miejsca na rozbudowane opisy, które można by bardzo łatwo rozdzielić i nie zamęczać czytelnika. Na przykład dałoby się to wpleść między dialogami. Chciałaś powiedzieć, że żołnierze się pocili z gorąca? Proszę bardzo.
    — Majorze Cardona — zasalutował jeden z chorążych, dotykając czoła mokrego od potu — melduję, że jesteśmy gotowi. (już pomińmy fakt, że zwykle podczas salutowania czoła się nie dotyka, z tego, co wiem)
    Widzę również, że nie tylko ja zauważam tutaj nieco zbyt wymuszony dramatyzm i gdzieniegdzie przerost formy nad treścią, dlatego myślę, że temat został wyczerpany przez osoby wyżej.

    Jak już rozkręciłam się z czepianiem… W prawej kolumnie mamy od groma gadżetów. Może to tylko moje odczucie, ale są nieco rozpraszające, a co ważniejsze — nieestetyczne. Co za dużo, to niezdrowo. Czy nie lepiej byłoby po prostu umieścić strony w jednej kolumnie (zamiast w dwóch), zrezygnować z licznika odwiedzeń, obserwujących umieścić w stopce, stworzyć nową stronę ze spisem treści i usunąć zamkniętą już ankietę? Po wejściu jesteśmy zawaleni tekstem z bocznej kolumny, a to nie do końca dobrze, bo uwagę raczej ma przyciągać kolumna środkowa. Rozdziałów jest tu tak dużo, że gadżet z ich spisem będzie ciągnął się w nieskończoność. Może tylko ja mam z tym problem, ale nieco mi przeszkadza fakt, iż kiedy czytam, calusieńki czas kątem oka widzę jakiś inny tekst.

    Podsumowując moje rozważania, stwierdzam, iż okrojenie treści wyszło Ci na dobre. Zamiast prologu, który równie dobrze mógłby być osobną powieścią, mamy przystępny tekst pozbawiony nic niewnoszących bohaterów i sytuacji. Nie męczysz nas ogromem zbędnego tekstu, dzięki czemu o wiele przyjemniej się czyta :)

    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle uwag, że nie wiem od czego zacząć ;P

      Ten monolog i "czym" zamiast "co" zamieniłam, bo się z tym zgadzam. Co do "przerostu formy nad treścią" no to cóż, taki był mój pomysł na ten prolog. Przeczytałam go teraz jeszcze raz, usunęłam kilka zdań z opisów, które rzeczywiście mogły nie być potrzebne, ale resztę zostawię, bo ja tak to widzę. Wyobrażając sobie te sceny mam w głowie Dana siedzącego na piasku, potem wychodzącego z samolotu i patrzącego na innych ludzi... Może i prolog ma być krótki, może ma być jednowątkowy, ale zostawię to tak jak jest, bo inny by nie był zgodny z tym, co chciałam przekazać.
      Scenę z Alysson usunęłam dlatego, że doszłam do wniosku, że najważniejszy tutaj ma być Dan, Luke i Tony. To zapowiedź problemu ma być kluczowa, a nie jakaś tam Aly. Tamta scena się pojawi, ale w retrospekcji.

      Natomiast, co do szablonu - mnie się taki podoba. Ja nie uważam, żeby tych gadżetów było od groma i każdy z nich jest mi potrzebny. Nie przesunę "obserwatorów" na dół, bo wtedy na dole wydaje mi się być za dużo wszystkiego. Nie wiem czemu miałabym rezygnować z licznika wyświetleń. Nie widzę tam również żadnej zamkniętej ankiety. Jest jedna, która kończy się za 300 dni. Nie chcę rozwlekłego w nieskończoność menu, więc podzieliłam je na dwa. Jedno dotyczy różnych zakładek, a drugie tylko WiZ. Moim zdaniem to jest bardziej czytelne, niż wrzucenie wszystkiego na raz.
      A co do rozdziałów, po to stworzyłam dwie kolumny, żeby ten gadżet też nie ciągnął się w nieskończoność. Ja osobiście wolę jak rozdziały są umieszczone na str głównej i nie muszę ich szukać w Menu. Poza tym nie ma ich teraz Bóg wie ile. Ja się pojawi 40-ta część to może wrzucę to do jakiejś zakładki.

      Cieszę się, że uważasz, że jest lepiej;)

      Również pozdrawiam i dziękuję za ponowne przeczytanie i komentarz ;*

      Usuń
    2. Och, faktycznie. Z tą ankietą zdecydowanie zwracam honor, bo zapomniałam, że zwyczajnie w niej zagłosowałam i już mi się nie wyświetla ta opcja :D Moje niedopatrzenie.

      Usuń
    3. No to jakby nie patrzeć, dla Ciebie jest zakończona :D

      Usuń
    4. Ja bym się kłócił z tym "co ci zawinił" bo z tego co zauważyłem było w dialogu więc brzmiało autentycznie, jak mowa bohatera. Nie każdy powinien mówić bezbłędnie i książkowo, bo wtedy właśnie wychodzi sztucznie.

      Usuń
  6. Dobra, postanowiłam czytać od nowa. xD
    Może szybciej będę na bieżąco (ta, jasne).
    Prolog lepszy od poprzedniego, chociażby dlatego, że nie był taki długi i wielowątkowy.
    Ciekawi mnie sprawa z tym kolesiem. Czemu Dan się nim martwi.
    Naprawdę, prolog wyszedł ci na lepsze. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam zamiar pisać do Ciebie, żeby zapytać na jakim etapie jesteś i ewentualnie powiedzieć, na który rozdział powinnaś kliknąć, żeby czytać dalej (numeracja się pomiesza i niektóre wydarzenia zmienią umiejscowienie w fabule :D). Ale jak zwykle coś mi wypadło i zapomniałam...
      Bardzo mi miło, że chcesz zacząć od nowa, a równocześnie trochę głupio, że tamten czas poszedł trochę na marne. Także dziękuję i... przepraszam ;/

      Usuń
    2. Jakby nie patrzeć, ty też jesteś zmuszona czytać od nowa Grę Żniwiarza, więc... :D Powiedzmy, że jesteśmy kwita XD

      Usuń
    3. No niby tak... ale i tak mi trochę głupio :D

      Usuń
  7. Osobiście nie mam nic do prologów wielowątkowych, ale w poprzednim odnosiłam wrażenie, jakby ta druga część została wciśnięta na siłę.
    Postawiłaś zarówno wtedy, jak i teraz, na to, by prolog mówił o bohaterach tych dalszych, tych którzy się dopiero pojawią. Dan więc miałby być zagadką, facetem z prologu, więc jednak bardzo ważnym dla fabuły opowiadania, a jednocześnie miałby się nie ujawniać do pewnego momentu. C&C mieliby więc zadanie sprawić, by o Danie niemal całkiem zapomniano i nagle BUM! Dan się zjawia!, tak? Mnie takie rozwiązanie pasuje.
    Dziecko... nadal uważam, że ten chłopczyk Miki, Michael (?) teraz nie pamiętam dokładnie jak się zwał, ale że to ten, co tutaj jeszcze się nie urodził. Wiek by się zgadzał.
    A co do przerw w blogowaniu, czytaniu... ja nie mogę obiecać, że będę częstym gościem u kogokolwiek. Mogę obiecać, że gdy będę miała czas, to wejdę i rozpocznę czytanie tam gdzie skończyłam je wcześniej. Mogę obiecać, że te opowiadania, które będę czytała przez 10-15 rozdziałów, w końcu kiedyś przeczytam do końca, bo będzie ciekawiło mnie ich zakończenie. Obecnie jednak moje życie, to nowa, ze wszystkiego niezadowolona kierowniczka, której chyba staropanieństwo daje się we znaki, no i wymiana drzwi i odmalowywanie mieszkania, gdzie przy dzieciakach robienie czegoś takiego to istna mordęga.

    Pozdrawiam
    Taka Miłość, czyli moja twórczość – serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że przegięłam z ilością wątków, a Alysson i Mangus nie są aż tak ważni, żeby pokazywać ich już w prologu. Kiedyś sama nie miałam nic do prologów wielowątkowych, ale zmieniłam zdanie. Teraz sądzę, że prolog powinien być w miarę szybki, treściwy i konkretny. A nie rozwleczony jak flaki z olejem xD
      Masz rację co do tej funkcji mojego prologu. Rzeczywiście C&C mają trochę przyćmić Dana, a potem nagle bum i okazuje się, że to on jest głównym bohaterem xD

      Michael, ale pisałam o nim też "Miki". I fakt, wiek się zgadza.

      A jeśli chodzi o czytanie, to ja i tak jestem zaskoczona, że tu wpadłaś. Nie spodziewałam się tego, po Twoim ostatnim komentarzu. I nie liczę też na systematyczność, nawet mi na niej nie zależy ;) Ja też ostatnio przewartościowałam swoje życie i rzadko bywam na blogach. Jak znajdę chwilę to też do Ciebie wejdę ;-)

      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  8. Hej! W końcu znalazłam chwilę czasu, żeby wpaść w końcu do Ciebie i coś przeczytać ;)
    Chyba pierwszy raz czytam bloga o takiej tematyce i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba. Co prawda jestem tylko po prologu, ale postaram się nadrabiać w każdej wolnej chwili ;) Polubiłam Twój styl. To co piszesz bardzo przyjemnie się czyta i zdecydowanie chce się więcej ;) Opisy emocji i ogólnie opisy, które tworzysz są ciekawe, co jest dodatkowym plusem ;) Nie jestem tak wnikliwa jak osoby, które komentowały przede mną i nie mam się do czego przyczepić :D
    Pozdrawiam ;)
    Little Trouble

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi Cię tu przywitać! ;) Cieszę się, że postanowiłaś przeczytać i mam nadzieję, że następne rozdziały też przypadną Ci do gustu;) Ogromnie dziękuję za obecność, przeczytanie i komentarz ;*

      Usuń
  9. Witam! Sporo czasu minęło od mojego ostatniego komentarza jeszcze na starym blogu. Ale aktualnie jestem na bieżąco z wszystkimi nowinkami, a przeniesienie WiZ na osobnego bloga jest dla mnie szansą na zaczęcie od samiutkiego początku.
    Dlatego witam się z tobą ponownie i mam nadzieję, że czytanie pójdzie mi szybko, sprawnie i uwinę się z tym raz dwa. Ale gdybym miała po drodze postoje, nie przejmuj się. Bo jestem jak boomerang i zawsze tutaj wrócę!
    A więc - do napisania już niedługo! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dan, Luke i Tony.
      Rolę Dana w tym wszystkim już raczej znam, a przynajmniej częściowo. Tony’ego tak samo, bo to raczej wiadome, że ucieczka z więzienia i utajone akta nie są przypadkiem. Natomiast zastanawiam się, jaką rolę masz dla Luke’a. Przyznam się szczerze, że nie pamiętam, czy pojawił się w późniejszych rozdziałach WIZ. Wiedząc, że niedługo urodzi mu się dziecko, że ma żonę, swoją własną rodzinę, wolałabym, żeby jednak się nie pojawił. Niech chociaż jeden z nich ma normalne życie, na jakie każdy zasłużył. Ale pewnie nie ma na to zbyt wielkich szans. Tym bardziej, że Dan to jego przyjaciel. A jego żona jest siostrą Tony’ego.
      Tak się zastanawiam, czy Gradner będzie mózgiem operacji, czy jednak tylko facetem od czarnej roboty. Skoro został skazany za brutalne morderstwa, to raczej to drugie. Ale nigdy nie wiadomo. Być może to bardziej skomplikowane, niż mi się wydaje.
      Buziaki! ;*

      Usuń
    2. Kochana! Super Cię "widzieć" ;* I dziękuję, że zdecydowałaś się czytać od nowa ;)
      Mogę zapewnić, że każdy z tych trzech panów będzie miał tutaj jakiś swój udział. Jedni większy, inni mniejszy, ale dla każdego już coś przygotowałam :D I mam nadzieję, że rzeczywiście będzie to bardziej skomplikowane niż się wydaje ;D

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  10. Hej, hej, hej! Bardzo się cieszę, że dalej ze mną jesteś, mimo tego, ze w ogóle nie potrafię dotrzymać słowa i odwlekam wszystko w nieskończoność! Miałam dać sobie spokój z ponownym czytaniem, ale postanowiłam, że przeczytam wszystko od początku, dzięki czemu odświeżę sobie całą historię! Może moje komentarze nie będą jakoś spektakularnie długie, ale będą szczere! A poza tym jeszcze na pewno Cię zaskoczę, kiedy już będę na bieżąco :D
    Gorące klimaty.. Kiedyś (tak naprawdę dalej tak jest) chciałam mieszkać w ciepłych krajach, bo okropnie nie lubię zimna, ale tak naprawdę upały są bardzo męczące… Normalny człowiek bardzo często na nie narzeka, a co ma powiedzieć żołnierz, z całym ekwipunkiem i umundurowaniem! Tak swoją drogą, to chyba nic bardziej nie zbliża ludzi niż tak silne przeżycia i walka na rzecz dobra drugiego człowieka. Ogólnie wydaje mi się, że trudne i ciężkie chwile bardzo wpływają na relacje i wcale nic dziwnego, ze mimo różnicy stopni byli kumplami. Łączy ich coś, co tylko oni widzieli i rozumieją… To więź, którą nie każdy rozumie. Coś mam przeczucie, że Tony jeszcze odegra jakąś rolę :P
    Bardzo bym chciała jak najszybciej nadrobić wszystko, więc kochana cierpliwości, a ja od dzisiaj systematycznie będę zaglądać do Ciebie :D
    Zabieram się za dalszy ciąg :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć kochana! ;* Już to pisałam pod notką z wyjaśnieniami, ale tutaj też napiszę - super znowu Cię "widzieć"! Ogromnie się cieszę, że o mnie nie zapomniałaś, bo jednak minęło już trochę czasu ;D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!